niedziela, 31 lipca 2016

Culross - miasteczko zabytek





Wpis zainspirowany komentarzem Krystyny Bozenny, która przy poprzednim wpisie o Torphichen zapytała o białe domki w Szkocji. Dzieki temu przypomniałam sobie, ze mam więcej zdjęć typowej szkockiej architektury z moich poprzednich wypraw. Miedzy innymi do Culross.
W Culross byłam więcej niz raz, polecono mi to miejsce lata temu jako atrakcje turystyczna. Zabrałam tam koleżankę i koleżanki koleżanki a raz także i rodziców kiedy odwiedzali chmurne wybrzeża Szkocji. Sama również solo wybrałam sie do Culross, ot tak po prostu bo mam nie daleko.
Miasteczko podobno założone zostało przez Świętego Serfa (Saint Serf) w 6 wieku n.e. Serf byl tak święty ze podobno kiedy pojawił się w Rzymie natychmiast uczynili go papieżem. Wędrował sobie potem po Europie jakiś czas az w końcu dotarł do Szkocji, wtedy jeszcze Piktlandii i tu sie osiedlił w celach nawracania Piktow, na dowód swej świętości pogramiajac smoka oczywiście.
Legendy ciąg dalszy  głosi ze księżniczka Teneu została podstępnie uwiedziona przez Waliskiego księcia, który to przebrany w kobiece fatałaszki podstępem uwiódł i wykorzystał nieszczęsna. Po czym zamiast przejąć sie jej losem porzucił spłakana niewiastę. Kiedy rodzina księżniczki odkryła ciąże jej ojciec król Lleuddun skazuje ja na śmierć poprzez zrzucenie z klifu, więzy rodzinne widocznie kwitły w tych czasach. Jakimś cudem Teneu przezywa upadek, a raczej chłodnawe odmęty morza północnego niosą ja daleko od lądu. Tu legenda przyjmuje dwie postacie. Według pierwszej wersji na ratunek księżniczce stawia sie magicznie napędzana łódź za sterami której nikogo nie ma. Cokolwiek zdziwiona ale wychodząca z praktycznego założenia ze lepiej jej będzie w magicznej lodzi niż w lodowatym morzu, Teneu wspina sie na łódź która zabiera ja właśnie do Culoss. Według wersji numer dwa fale zatoki po prostu znoszą ja na plażę w Culorss. 





Wiedząc jak zimne sa wody w morzu północnym obstawiam magicznie napędzaną łódź jako bardziej prawdopodobna wersje niż to, ze ciężarna kobieta przetrwała w morzu dość długo by z Lothian dostać sie do Culross w dobrym zdrowiu.
Tak czy siak na miejscu spotyka ja Święty Serf który zapopiekowal sie nią oraz później jej synem który z czasem sam zostaje świętym. Nie wspomniawszy, ze i Teneu świętą została. Nawyrazniej świętość była wtedy tak zaraźliwa jak grypa teraz.
Legendarna księżniczka wywodziła sie ze starożytnego rodu Britonow z Gododdin, które później przekształciło sie w Lothian, a jej syn Święty Kentigern (znany tez jako Mungo co oznacza „very dear one” czyli najdroższy) to legendarny założyciel miasta Glas Ghu, dzisiejsze Glasgow.
Absolutnie nie ważny jest fakt ze chronologicznie Święty Serf i Święty Mungo nie mieli prawa się spotkać. Licza sie legendy i ich przesłania. A Culorss stoi gdzie stało będąc swojego rodzaju skansenem turystycznym ponieważ niemal każda uliczka wypełniona jest zabytkowymi budynkami ukazując tradycyjna Szkocka architekturę w pełnej krasie.









niedziela, 24 lipca 2016

Torphichen - mistyczne miejsca w Szkocji


Chyba kiedyś wspomniałam w jednym z wcześniejszych wpisów o Rzymie, ze tam o historie niemalże można się potykać. Okazuje się ze tu w Szkocji także. W odległości około pol godziny jazdy od Edynburga znajduje sie miasteczko zwane Torphichen. Nazwa pochodzi od Torr Phigheainn co oznacza Srocze Wzgórze. A niedaleczko od Torphichen znajduje się górka. Na tej górce zobaczyć można pozostałości po jednym z tych tajemniczych kolistych formacji których przeznaczenia nikt nie zna ale od zawsze fascynują archeologów. O tym jednak później. Wróćmy na chwile do Torphichen
Znajduje się tu malutki ryneczek, gdzie zobaczyć można typowa szkocka zabudowę z bielonymi ścianami a także jubileuszowa fontannę wzniesiona na cześć królowej Wiktorii 1897roku. 

 
 


Jednakże to nie pozostałość fontanny ani ryneczek ściągnęły mnie do tego miejsca a kościół.

 
 

 
Teraz szkocki kościół prezbiteriański ale założony w 400 r n e przez zakon St. Ninian’s. Legenda głosi ze odwiedził do sam król Artur (ten sam od rycerzy okrągłego stołu) w 500 r n e. 600 lat później król David pierwszy zaprasza zakon Joanitow do założenia tam komturii*. Poprzez lata cześć kościoła została przebudowana a następnie zburzona i teraz tam gdzie kiedyś znajdowali sie nawa teraz jest osobny kościół. Na wybudowanie tego małego kościołka wydano cale 300 funtów. Plus 12 funtów na kominek. 



Początkowo nie było w środku ławek, te zostały dobudowane 50 lat później.
Kiedyś miejsca na lawach były wynajmowane. Oczywiście za najlepsze miejsce trzeba było najlepiej zapłacić. Teraz sa przyznawane tytularnie. Przed kościołem znajduje się mala budka w której bilety wstępu sprzedaje pan od którego dowiedziałam sie o kamieniu Azylu na terenie należącym do kościoła a także o tym ze ten kościołek jest jedynym w którym tenże pan ma swoje własne miejsce przypisane mu z racji pozycja która zajmuje w zakonie czyli „niosącego sztandar”.

 

Kamień Azylu (ang Sanctuary stone) znajduje się po lewej stronie zaraz po wejściu na teren kościoła. Ten konkretny wyznacza dokładnie środek obszaru o promieniu mili szkockiej. Do tej pory ostały się jeszcze dwa wschodni i zachodni. Czemu kamień azylu? Kazdy kto dotarł na obszar wyznaczany przez te kamienia mógł prosić o azyl u rycerzy zakonu. Podobno tradycja ta sięga czasów sprzed zakonu.
Celem zakon St Ninian’s było nawracanie pogan oraz budowa sieci kościołów, o czym wspomniałam już we wpisie o zamku Dunnottar. Zakładam wiec, ze zanim  wybudowali oni tu kościół na miejscu musiała być juz osada Piktyjska. Pomimo ze do czasów dzisiejszych nie uchowały sie żadne jej pozostałości to fakcie jej istnienia może świadczyć tajemnicze miejsce zwane Cairpapple Hill.

Według slow malutkiej pani która pełni na wzgórzu role sprzedawcy biletów oraz przewodnika, od dawna wiedziano ze COS ciekawego się tu działo wieki temu, tylko nikt nie wiedział co. Początkowo zakładano ze był tam usytuowany jeden z fortów na wzgórzach dość popularnych w epoce neolitu.
Okazało sie ze tak naprawdę było to jedno z tych tajemniczych miejsc zwanych henge. Jeden z najsławniejszych to oczywiście Stonehenge. Jest on jednak nie tylko najsławniejszym ale tez najbardziej nietypowym przykładem takiego obiektu. Po pierwsze dlatego, ze typowy henge miał usypany wal z ziemi wewnątrz okręgu a nie na zewnątrz, a po drugie dlatego ze zazwyczaj do uformowania okręgu używano bali drewnianych a nie kamieni.
 

Ten niedaleko Torphichen należy do typowych przedstawicieli budowli tego typu. Co nie oznacza ze archeologowie maja wytlumaczenie na to do czego służył. Z badan archeologicznych dookoła podobnych obiektów tego typu na terenie UK wynika ze zazwyczaj w niewielkiej odległości znajdowała się jakaś osada. W przypadku Torphichen dowodów na to nie ma aczkolwiek niczego to nie wyklucza ponieważ domy mogły być budowane z drzewa. Innym dowodem na to ze ktoś musiał tam mieszkać jest fakt założenia przez zakon St Ninians kościoła właśnie w tym miejscu a nie innym. 
Ten tajemniczy okrąg pełnił swoja role przez wiele lat przed tym kiedy stopniowo zaczął zmieniać się w miejsce pochowku. Pierwszy grób w środku okręgu datuje się na około 4.000 lat wstecz. Zwany teraz grobem północnym jest miejscem pochowku kogoś najprawdopodobniej niezwykle ważnego. Wskazuje na to nie tylko fakt ze ówcześnie żyjący ludzie zadali sobie trud aby ten grób porządnie oznaczyć sporym głazem ale tez to ze został on dosłownie wykuty w skale. 
 

Niestety dla archeologów usiłujących odkryć tajemnice tego pochowku w związku z ogromna kwasowością gruntów na wzgórzu w środku grobu niewiele się ostało. Został zarys zwłok na skale, emaliowe koronki z zębów, coś co sugeruje ze osobę ta pochowano z drewniana maska na twarzy oraz laska a może kijem o wysokości około metra oraz dwoma ceramicznymi garncami. Badania prowadzone na podobnych obiektach tego typu wskazują ze takie garnce wypełniano pożywieniem takim jak owsianka lub alkoholem. Zwłoki pokryto tez kwiatami.
Kim mogla być ta tajemnicza i nie wątpliwie niezwykle ważna osoba? Tego nigdy eis nie dowiemy.Ja obstawiam neolitowa odpowiedniczkę babci Weatherwax, kto czytał Pratchetta to wie o czym mowie.
Oprócz tego pierwszego grobu pod kopula można znaleźć jeszcze jeden. Oba są jedynymi które znajdują sie wewnątrz okręgu. 

 

Na zewnątrz znajduje sie więcej grobów a najdalej od okręgu znajdują się tez płytkie groby z okresu wczesnego chrześcijaństwa.
Tu muszę dodać ze wzgórze to jest raczej wysokie. Stanowi jeden z najlepszych punktów widokowych w West Lothian. 
 


 
*podstawowa jednostka administracyjno-terytorialno-wojskowa zakonów rycerskich

niedziela, 17 lipca 2016

Nasze zwierzaki czterolapne i czterkopytne



Ostatnio wyczytałam na Twitterze ze najnowsze badania wykazały iz kozy i psy maja ze sobą  więcej wspólnego niż byśmy sadzili. Trzydzieści kóz zostało poddanych badaniu polegającym na oferowaniu im jedzenia. Przekąska była umieszczona na pudełku (przezroczystym plastikowym) lub pod pudełkiem. Czasami koza musiała pudełko przesunąć by do przekąski się dostać. Okazało się ze kiedy pudełka nie dało się w żaden sposób ruszyć koza patrzyła na człowieka obecnego w pokoju oczekując jakiejś akcji lub pomocy.
Czemu te badania są takie istotne? Ponieważ podważają one tezę ze tylko psy zostały wytrenowane do porozumiewania się z człowiekiem.
Nie oznacza to oczywiście, ze powinniśmy zacząć trzymać kozy w mieszkaniach i oczekiwać przyniesienia nam porannej gazety, ale raczej ze powinniśmy spojrzeć na kozy jako na bardziej świadome istoty niż do tej pory myśleliśmy. 



Coraz częściej (na szczęście) dochodzą do głosu zwolennicy teorii ze, zwierzęta nie tylko maja swój rozum ale tez i emocje. Do tej pory teoria ta dotyczyła głownie piesków i kotków ale co jeśli inne stworzenia są również świadome? 
Znalazłam taki tekst w necie:

"Świnie z dużym prawdopodobieństwem posiadają samoświadomość, o czym świadczyły badania z lustrem prowadzone na tych czterokrotnych zwierzakach. Badania te wykazały, że świnie obserwując lustro, odnajdywały ukrytą miskę z jedzeniem, której obraz mogły zobaczyć jedynie w odbiciu. Nic więc dziwnego, że świnie zaliczane są do grona najinteligentniejszych zwierząt świata. Wiele osób twierdzi, że nawet psa przewyższają swoją mądrością. Udowodniono także, że świnie są w stanie nauczyć się zasad gier video z jeszcze lepszym skutkiem niż szympansy!
I co jest niezwykle piękne, śpiewają swoim młodym, które później rozpoznając głos matki, przybiegają na jej zawołanie.To również zwierzęta, które lubią przytulać się do siebie, co wyraźnie pokazuje wzajemną potrzebę bliskości. A jeszcze ciekawszy jest fakt, iż doskonale orientują się w terenie i potrafią lokalizować przedmioty korzystając ze swojej pamięci. Bez trudu znajdują drogę do domu, nawet z bardzo oddalonych miejsc.
Kozy uczą swoje dzieci rozpoznawania różnych dźwięków. A owce machają ogonem, by wyrazić swą miłość. Krowy również słyną z potrzeby bliskości, lubią spać blisko siebie i zawierają prawdziwe przyjaźnie. Choć wiele osób nie będzie chciało w to uwierzyć, krowy potrafią się ekscytować, gdy rozwiązują stawiane przed nimi zadania. Lubią spędzać czas z tymi, których już znają i lubią. Co więcej, potrafią przechowywać wspomnienia, uczyć się i reagować na swoje imię." Źródło tekstu tutaj

Mojedoświadczenia opierają się głownie na kontakcie z domowymi pupilami. Jak na przykład nasza kocica która potrafiła wszędzie się dostać. I przez wszędzie mam na myśli wszędzie.
Znakomitym przykładem może być pawlacz. Zeby się do niego dostać musiała po pierwsze otworzyć sobie drzwi od łazienki, robiła to skacząc na klamkę. Następnie skakała z szafki w przedpokoju na otwarte uprzednio drzwi. Z tych drzwi przedostawała się skokiem na lampę. Po czym siedząc na lampie łapka otwierała sobie haczyk zabezpieczający drzwiczki pawlacza. Jeśli to nie udowadnia jej inteligencji to naprawdę nie wiem co jeszcze mogla by zrobić, oprócz cytowania encyklopedii oczywiście.
Niedawno wracając ze sklepu zauważyłam krople deszczu na liściach w ogródku nie daleko od domu. Po powrocie do domu złapałam aparat i ruszyłam żeby zrobić zdjęcia. Kocia klapka w drzwiach została otwarta żeby mój kotuś mógł pójść na dwór w tym samym czasie. Wyszłam i udałam się w kierunku niedalekiego ogródka. Po chwili zauważyłam ze mój kotek podąża za mną. Zupełnie jak piesek, jedyna różnica to ze kiedy słyszał najeżdżający samochód natychmiast wskakiwał na murek lub chował się za brama jakiegoś podwórka. To samo zrobił kiedy z naprzeciwka zobaczył nadchodzącego psa na smyczy. Kiedy niebezpieczeństwo minęło podążaliśmy dalej. Ktos mógłby powiedzieć ze tak został nauczony. Ale mój kotek od maleńkości zamknięty był w czterech ścianach. Tego jak się zachowywać w "terenie" nauczył się sam, juz jako dorosły kot na nowym miejscu gdzie ma dostęp do ogródków. Poza tym podobno w naturze kociej leży niezależność, czemu wiec podążał za mną? Czemu wrócił ze mną do domu kiedy zrobiłam zdjęcia? Nigdy nie trenowałam go w ten sposób. 
Inny kotek którym opiekowałam się dość krotko lata temu, miał do mnie tak bezgraniczne zaufanie ze, nie tylko pozwalał się wszędzie wozić autem ale siedział tez u mnie na kolanach na plaży w Jastarnii. Mial przed nosem ogromne morze którego nigdy w życiu nie widział i kompletnie nie baczył na ludzi i psy dookoła. Wystarczyło mu ze ja tam jestem by czuć się bezpiecznie.

Poniżej zdjęcia zrobione malowniczym kroplom deszczu z sąsiedzkich ogródków.






poniedziałek, 11 lipca 2016

Dunnottar Castle, czyli z cyklu "Szkocja jaka jest kazdy widzi"



Nieomal każdy zamek w Szkocji, niezależnie od stopnia rozpadu, szczyci się tym ze odwiedziła go Maria królowa Szkotów. Czy Maria była aż tak turystycznie nastawiona do życia tego to nie wiem, jednakże z tych zamków które już dotąd udało mi się odwiedzić to  Dunnottar, z racji swej historii, na pewno został przez niefortunna szkocka królową odwiedzony i to więcej niż raz. 
Po raz pierwszy kiedy Maria miała 19 lat w październiku 1562. Jej kolejna wizyta przypada na rok 1564. Maria odwiedza Dunnottar wraz z synem Jamesem VI który zauroczony jest zamkiem albo raczej jego terenami łowieckimi. 
Ale to nie tylko przez dzięki wizytom Marii Dunnotar jest taki sławny, jak głosi legenda sam Wiliam Wallace miał okazje przyłożyć się do jego chwały. Według wiersza ślepego Harego, poety z 15'go wieku w 1297 dzielny William atakuje zamek i puszcza z dymem kaplice w której ukrył się angielski garnizon. Niebyt to uprzejmie z jego strony ale takie to były czasy.


Jednakże to nie tylko znakomici goście wsławili zamek ale także odwaga jego dzielnej załogi opierającej się armii Cromwella, by uchronić regalia Szkocji (korona królewska, miecz i berło) od zagłady. Sukces ten był możliwy, nie tylko dzięki odwadze załogi zamku ale także dzięki niesamowicie strategicznemu jego położeniu. Do zamku Dunnottar prowadza bowiem tylko dwie drogi, obie wąskie, jedna od strony morza a druga lądu. Podobno dzięki swojemu usytuowaniu przez cale lata władcy zamku Dunnottar kontrowali szlaki morskie i lądowe. 
 
Innym sławnym, a raczej niesławnym, epizodem z historii zamku było skazanie na śmierć głodową w lochu 122 mężczyzn i 45 kobiet którzy odmówili przyjęcia wiary episkopalnej w 1685roku. Grupa ta została wrzucona do zamkowego lochu i trzymana tam o chlebie i wodzie od 24’go Maja do końca lipca. Podobno 37 z nich poddało się i złożyło śluby królowi, 25 uciekło z czego 15 złapano i 7 z nich zginęło. Ci którzy wytrwali w swojej wierze zostali załadowani na statek wywiezieni do Indii zachodnich. Niestety uważa się, ze zginęli oni w trudach podroży lub krotko po przybyciu na miejsce.
 Jednakże historia zamku sięga o wiele dalej wstecz, jest rok 400 przed narodzeniem Chrystusa. Tereny dzisiejszej Szkocji podzielone sa pomiędzy Pikts, Scots, Angles i Britons. W ten klimat wbijają sie przedstawiciele nowej religii. Zakon st Ninian pracuje nad ustanowieniem szeregu kościołów z których mogą szerzyć Chrześcijaństwo. Dunnotar wzbudza ich zainteresowani z racji obronnego położenia. Tereny dzisiejszego zamku były wtedy prawdopodobnie osada Piktyjska. Prawdopodobnie nazwa zamku wywodzi się właśnie z Piktyjskiego gdzie Dun oznacza Sile.
Piktowie oddawali cześć silom ziemi i Druidyzmowi. 


Podobno w najstarsza części zamku podziemia gorzelni są nawiedzane przez Zielona Dame, która zrozpaczona nadal poszukuje swoich „dzieci” czyli Piktow nawróconych na Chrześcijaństwo, około 5’go wieku naszej ery.
Oprócz ducha Zielonej Damy na terenach zamku można (podobno) natknąć się na ducha Wikinga a po okolicznych polach nadal poluje na duchy zajęcy duch psa myśliwskiego.
W 12 stuleciu zamek przejęli Anglicy, stało się to po śmierci króla Aleksandra. Edward I aby zabezpieczyć swoją pozycje w Szkocji szybko przejął rozmaite strategicznie usytuowane zamki. Miedzy innymi Dunnotar.

Wygląda na to ze natura ludzka nie zmieniła się tak bardzo przez stulecia. Dowodem na to może być napis jaki piąty Earl Marishal kazał wykuć w swoich komnatach. "THAY HAIF SAID: QUHAT SAY THAY: LAT YAME SAY" w wolnym tłumaczeniu: co mówią inni, mnie nie obchodzi. Napis ten wykuto po tym jak Earl został skrytykowany za przyjęcie w darze od króla dwóch opactw.
Jedyna odrestaurowana sala zamku jest sala jadalna. W dzisiejszych czasach odbywają się tam śluby i przyjęcia. 
 Zamek tak genialnie strategicznie usytuowany i o takim znaczeniu musiał stać się arena wielu krwawych bitew. Od czasów Piktyjskich, przez Wikingow do Cromwella ciągle ktoś go oblegał i o niego włączył. Teraz pozostały już tylko malownicze ruiny, które nadal inspirują, na szczęście już nie do walki ale do sztuki. Przykładowo niektóre sceny z Hamleta (Mel Gibson) były tam kręcone a teraz zamek jest już jedynie atrakcja turystyczna oraz znakomitym tłem do fotografii ślubnych. 

niedziela, 3 lipca 2016

Mości Państwo, oto o turniejach rycerskich bede tu sobie BLAZGONIĆ*



Dwa razy miałam okazje  oglądać współczesną wersje turnieju rycerskiego. Po raz pierwszy w 2014 w Dunfermline, gdzie odbywał się tak zwany Bruce Festival, nazwa pochodzi od Robert the Bruce, którego fani sławnego filmu z Melem Gibsonem z pewnością rozpoznają jako początkowo zdradliwego lecz później oddanego sprawie króla Szkocji. Podczas takich pokazów podziwiać można było nie tylko znakomite umiejętności jazdy konnej ale tez symulowane walki na miecze, czasami pokazy łucznicze, "polowania" z sokolem" a także namioty gdzie wystawiono przedmioty użytku codziennego.
Poniżej zdjęcia z turnieju w Dunfermline 2014.







W tym roku podobny festiwal odbywał się w Linlithgow. Zajrzałam do nich na chwilkę, ale nie zabawiłam tak długo jak dwa lata temu głownie z powodu pogody. Trochę żałuje, ponieważ zawody łucznicze byłoby ciekawie zobaczyć a także ponownie pokaz, no nazwijmy to imieniu tresury sokołów. Dwa lata temu pokaz ten organizowany był przez Strathblane Falconry. Podczas takich pokazów bardzo często oprócz sokołów latają tez sowy a czasami także orły. Jak się ostatnio przekonałam czasami można spotkać się z pokazem z udziałem sępa, o czym pisałam w poście "zasępić się nad losem sępa".




Wracając do turniejów. Ekspertem nie jestem, jednakże w broszurce którą wręczano przy wejściu wyczytałam ze takie turnieje, na terenie Szkocji zaczęły się od tego ze rycerze potrzebowali treningu. W czasach średniowiecznych trening ten przekształcił się w formę rozrywki na dworach królewskich, podczas których rycerze powinni (teoretycznie) przestrzegać kodu rycerskiego. Powinni być lojalni, odważni, hojni, wierzyć w Boga, czytać i pisać wiersze i być wiernymi damie swego serca.... Bez komentarza. Zdjęcia poniżej Linlithgow 2016

 

Zasady turnieju:

Rycerz zdobywał punkty poprzez uderzenie swojego przeciwnika lanca w głowę lub tors. Także poprzez złamanie lancy przeciwnika lub najlepiej poprzez zrzucenie go z siodła.

Rycerz tracił punkty gdy uderzył w konia przeciwnika lub w jego nogi.

Niektóre turnieje oferowały nagrody za największa liczbę rozniesionych w drzazgi lancy, uderzenie przeciwnika w głowę trzy raz lub wywrócenie przeciwnika wraz koniem.

Oczywiście natura ludzka najczęściej brała gore i rycerze oszukiwali w turniejach. Na przykład mieli zbroje na stale przymocowane do siodła dzięki czemu nie szlo ich zrzucić z konia. Bardzo często tez używali turniejów jako pretekstu do zamordowania rywala. O wierności damie swojego serca wspominać tu nie będę ;)

Oprócz pokazów umiejętności symulowanej walki i jazdy konnej podczas takich pokazów można tez oglądać wioskę średniowieczna. Grupa (zakładam ze jest więcej niż jedna ale ja widziałam tyko ich) która organizuje ten pokaz nazywa się Medieval Realm. Pojawiają się na takich pokazach ze swoim wyposażeniem średniowiecznym, demonstrują jak kiedyś produkowało się ubrania, jak się tkało, jaka muzykę grano itd. W tym roku mieli tez namiot pod tytułem "Polowanie". W tym namiocie były psy rasy Irish Woolfhouds. Bardzo luźne tłumaczenie, pies do polowań na wilki. Są to psy sporej postury aczkolwiek o przyjaznych pyskach. Używano ich jako psów obronnych, jednakże warto tu wspomnieć ze one przywiązują się do człowieka (swego stada) i jego raczej będą bronic niż dobytku.




 Produkcja mieczy i zakładam ubrań rycerskich ogólnie.
 Muzyczna grupa w tym roku w Linlithow.
 Ta sama grupa dwa lata temu w Dunfermline.
 Ta pani naprawdę grała na tym instrumencie.
 Medica, czyli ziołolecznictwo.  Dunfermline 2014
Irlandzkie psy myśliwskie. Naprawdę duże! Moj pierwszy odruch to uściskać, zakładam ze pani na zdjęciu niezbyt chętnie by użyła swe psy do polowań.
  Odpoczynek w słońcu 2014 Dunfermline.
 To moje ulubione zdjęcie z średniowiecznej wioski 2014 Dunfermline. Wyglądają jak żywcem wyjęci z planu filmowego.

*Blazgonic - Pleść i gadać wiele nieuważnym być w mowie gadać ni to ni owo.