sobota, 24 września 2016

Kaplica w Roslin, duchy i templariusze czyli recepta na sukces.




Kazdy kto interesuje się tajemniczym zakonem Templariuszy na pewno słyszał o tajemniczej Kaplicy w Roslin. Na jej temat zostało już tak wiele napisane ze wystarczy w wyszukiwarkę wrzucić hasło „Kaplica Roslin” żeby zostać zalanym potokiem informacji. W ostatnich latach miejsce to zyskało jeszcze na popularności dzięki książce oraz filmowi Kod Leonarda daVinci. Ponieważ materiałów na jej temat jest tak dużo to nie będę się tu wdawać w szczegóły techniczne a jedynie przytoczę kilka z mitów i legend którymi owiane jest to miejsce.
W środku nie wolno robić zdjęć dlatego mam jedynie wizerunki budynku z zewnątrz. Ciekawych jak kaplica prezentuje się w środku zapraszam do Googla.


Do dziś określa sie kapice w Rosslin mianem zagadki wykutej w kamieniu. Miedzy innymi dlatego ze historia rodu Sinclair (kapica ufundowana została 1446roku przez Wiliama St. Clair i kaplica do dziś znajduje się w rekach rodziny) jest mocno związana z ruchem masońskim oraz zakonem templariuszy. Podobno miedzy bogatym zdobieniem zakodowano w jej murach informacje o miejscu ukrycia Świętego Grala oraz Arki Przymierza. Inni twierdza ze w podziemiach kaplicy ukryto głowę Jana Chrzciciela, jeszcze inni posuwają się aż do sugestii ze to szczątki Jezusa zostały tam ukryte. Z mniej religijnych podejrzeń w tych dotąd niezbadanych podziemiach podobno ma spoczywać 12 rycerzy templariuszy. Wszyscy w pełnych zbrojach oczekujący w uśpieniu na dzień kiedy znów będą potrzebni. A skoro już jesteśmy przy templariuszach to oprócz tych 12 śpiących podobno ukryto tam także to co pozostało ze skarbu templariuszy.
Zdobienia wewnątrz kaplicy podsycają wyobraźnie i mnożna historie które się o tym miejscu opowiada. Przykładowo jak wyjaśnić pojawienie się motywów kukurydzy czy tez kaktusa w malej szkockiej kaplicy na wiele lat przed odkryciem Ameryki? 
Inny przykład w jednej z części kaplicy wyrzeźbiono aniołki trzymające sześciany w których zakodowano nuty. Czyżby były to nuty które maja otworzyć wejście do tajemniczych podziemi? Calkiem możliwe, bowiem jedna z legend głosi, ze by otworzyć ukryte przejście należy stanąć na właściwym stopniu i zadąć w róg. Zakładam ze chodzi o szczególną sekwencje muzyczna bowiem inaczej nie było by to takie trudne, tych stopni nie ma tam zbyt wiele a i jakiś róg by się znalazło.




Według miejscowych ludzi kaplica jest bardzo porządnie nawiedzana, na przykład przez Białą Damę z Roslin a także można spotkać tam duchy mnichów. Jeden z kustoszy opowiadał ze widział ducha mnicha odprawiającego msze dla duchów rycerzy.
Kolejna legenda jest podanie ze kiedy członek rodu Sinclaire umiera to nad świątynią pojawiają sie tajemnicze światła przypominające widmowe płomienie. Podobno właśnie te tajemnicze światła zapoczątkowały kolejny z mitów otaczających to miejsce czyli ze świątynię postawiono na miejscu gdzie zakopany jest statek kosmiczny. 

Przez wiele lat świątynia w Rosslyn była zaniedbana i popadła w ruinę, zapoczątkowała ten proces Szkocka reformacja z 1560r. Dopiero wizyta królowej Wiktorii w 1842 roku, podczas której królową zachwyciło piękno tego niezwykłego budynku, zapoczątkowała porządne prace renowacyjne.  I cale szczęście bo dzięki temu po dzień dzisiejszy kaplica może cieszyć nasze oczy i zachwycać niezwykloscia ornamentyki. Rożni badacze pracują nad rozwikłaniem zagadki jaka w sobie kryje to miejsce, ja osobiście mam nadzieje ze pozostanie ona nie rozwiązana bowiem dzięki niej miejsce to nabiera dodatkowego mistycyzmu.
Oprócz samej kaplicy nie daleko znajduje się pomarańczowy domek który sam w sobie jest miejscem historycznym. Kiedyś był to bowiem zajazd a na ścianie budynku możemy przeczytać ze gościli tu na przykład sir Walter Scott,  Robert Burns czy krol Edward VII, zanim został koronowany.




niedziela, 18 września 2016

Nessie staruszek z Loch Ness


Północ Szkocji obfituje w piękne i ciekawe miejsca. Skoro już wiec tam się znalazłyśmy trzeba było zobaczyć coś więcej. Po paradzie w Fort George, o którym pisałam w poście "Forteca ktora wojny nie widziala"  ruszyłyśmy do Nairn na nocleg.
 

 Miasteczko to położone jest jakieś 15 minut jazdy od Fort George a nasza bazę noclegowa wybrałam głownie ze względu na położenie, tuz obok plaży byśmy mogły pójść na spacer oraz ... nazwę. Kto czytał książki Terry Pratchetta ten zna Patrycjusza Ankh-Morpork który nazywa sie Havelock Vetinari.

Nair słynie ze swego łagodnego klimatu i w XIX wieku było popularnym celem wyjazdów wakacyjnych. Podobno głownie ze względu na lecznicze właściwości wody w zatoce Moray.
Pogoda dopisała i podczas spaceru po plaży odkryłam tam pomnik zony rybaka. Stanowi swojego rodzaju podziękowanie kobietom które kiedyś żyły i pracowały wraz mężczyznami przy rybach. Oprócz obowiązków domowych zajmowały się dostarczonymi przez mężczyzn rybami od oprawienia ich po sprzedaż na targu.
 
 

Pożegnawszy sie z Nairn rano ruszyłyśmy w stronę Loch Ness, gdzie jak wiadomo w odmętach jeziora czai się straszliwy potwor, zwany Nessie.



 Okazuje sie ze pierwsze wzmianki o Nessie wyczytać możemy już w tekstach datowanych na rok 700 n. e. Poniżej w bardzo swobodnym, tłumaczeniu opowieść z biografii świętego Kolumbana:

"Kiedy maż święty podróżował przez krainę Piktow, przyszło mu przekroczyć wody rzeki Ness.
Dotarłszy do brzegu ujrzał grupę ludzi zajętych pochowkiem szczątków jakiegoś nieszczęśnika. Zapytani cóż to się stało, odparli ze widzieli jak bestia z rzeki złapała i rozszarpała biedaka. Maz Święty polecił jednemu ze swoich wyznawców wskoczyć do wody i popłynąć do drugiego brzegu. Lokalni ludzie patrzyli w szoku kiedy Luigne moccu Min bez wahania zdjął swe szaty i wszedł do wody. Bestia czaiła się pod powierzchnia a jej apetyt został jedynie podrażniony przez poprzednia ofiarę. Wody poruszone przez pływaka zwróciły uwagę potwora który poderwał się z dna rzeki i ruszył z rozwarta paszcza i strasznym rykiem w kierunku człowieka.  Błogosławiony uniósł swa dłoń, wykonując znak krzyża wypowiedział imię Boga i nakazał bestii: Zatrzymaj się natychmiast. Zostaw tego człowieka. 
Na dźwięk głosu świętego bestia szarpnęła się do tylu jakby pociągnięta na niewidzialnych linach. Luigne powrócił do swoich kamratów cały i zdrowy a oni w głos chwalili Pana i świętego Kolumbana"
Powyższy tekst jest autorstwa świętego Adomnana z Hy. Trudno mi orzec czy oparty został na faktach autentycznych.
Pozostaje pytanie, skoro w jeziorze potwora widziano juz w 700 roku naszej ery i podobno widuje się nadal, to czy Nessie jest tak strasznie stary czy tez siedzi ich tam więcej?


Jedna z atrakcji w Loch Ness, oprócz rzeczonego potwora jest zamek Urquhart. I tam zatrzymałyśmy się na chwile by podziwiać ruiny niegdyś jednej z największych średniowiecznych fortec w Szkocji.


Pierwsza wzmianka o zamku Urquhart również pochodzi z książki o życiu i cudach Kolumbana Starszego autorstwa Adomnana. Działo się to wcześniej niż potyczka z Nessie bo w około 580 r n.e.
Święty Kolumban podróżował do Inverness, na dwór króla Piktow Bridei kiedy zatrzymał sie w miejscu zwanym Airchartdan lub Urquhart by ochrzcić tam umierającego pikta. Tym umierającym był człowiek zwany Emchath który zdołał utrzymać naturalne dobro serca przez cale życie. Dzieki czystości jego serca wraz z nim ochrzczono cala jego rodzinę. Na ile Emchath istniał i czy faktycznie on i jego rodzina pragneli sie nawrócić tego nie wiem, jednakże archeolodzy odnaleźli dowody na to ze na tym samym terenie gdzie teraz znajduje się zamek faktycznie był wcześniej piktyjski fort.

Nazwa zamku Airchartdan znaczy tyle co "przy lesie".... a pochodzi od gaelickiego wyrazu „air” oznaczającego „przy lub nad” oraz staro walijskiego słowa „cardden” oznaczajcego „gestwine lub las”.
 


O historii zamku rozpisywać się nie będę, naprawdę dużo się działo a każdego kogo zamek zaintrygował i chce sie dowiedzieć więcej zapraszam  TUTAJ  gdzie wszystko jest pięknie opisane po polsku.

 
 
 
 








sobota, 17 września 2016

Fort George, czyli baza wojskowa ktora wojny nie widziala




Fort George jest nie lada atrakcja dla każdego miłośnika historii wojskowości, militariów i w ogóle wszystkiego co z wojskiem a w szczególności artyleria jest związane. 

 
Historia Fortu George ściśle związana jest z trzecim powstaniem Jakobitów w Szkocji a plany jego budowy zaczęto w 1746 roku, po przegranej przez zwolenników księcia Karola Edwarda bitwie pod Culloden. Książę Karol Edward, znany również jako Bonnie Prince Charlie, czyli śliczny książę Karolek (niektórzy twierdza ze to dlatego iż jako dziecko był wyjątkowo urodziwy, inni ze przydomek ten zawdzięczał swojej tendencji do strojenie się) podjął próbe odzyskania tronu szkockiego dla królewskiego rodu Stewartów. Proba ta spełzła na niczym mimo ogromnego poparcia ze strony nie tylko klanów górskich Szkocji ale również Jakobitów na nizinach i w Anglii.
Niektórzy widza w postaci księcia Karola Edwarda nieudacznika inni romantyka, jakby nie było porywał sie z motyka na słonce. Trzeba jednak pamiętać, ze przy odrobinie szczęścia jego zamiary mogły sie powieść, a gdyby tak sie stało to być może Szkocja nie stanowiłaby teraz części Wielkiej Brytanii. Dla polaków książę Karol to nasz wkład w  genealogie królewskiego rodu Stewart czyli syn polskiej księżniczki Marii Klementyny Sobieskiej (wnuczki Jana III Sobieskiego) o której pisałam w poście „Czywszystkie księżniczki, zyja jak w bajce”.

Po porażce nieszczęsnego księcia rozpoczęto budowę fortu. 1000 żołnierzy zostało zatrudnionych do tego zadania a ze sie chłopaki uwinęli to budowę ukończono przed wytyczonym terminem. Zajęła bowiem jedynie 20 lat a koszt projektu przekroczył wytyczony budżet. Zamiast wyliczonych skrupulatnie 92,673 funtów budowa pochłonęła ponad 200,000 czyli więcej niz roczny przychód Szkocji z roku 1750’go. W efekcie Fort George jest po dzień dzisiejszy najsilniejsza baza artyleryjna w Wielkiej Brytanii a być może nawet w Europie.
Czy to dlatego ze armia Jakobitów nie zdołała sie pozbierać po swojej porażce czy tez dlatego ze Fort George stanowił tak silny element zniechęcający, dość ze od czasu ukończenia budowy ta wojskowa fortyfikacja nie wzięła udziału w żadnej potyczce a zgromadzone w forcie działa nie wystrzeliły do żadnego wroga. Dlatego tez po dziś dzień można Fort George podziwiać w prawie nie zmienionej formie. 
Ja osobiście az tak wielka miłośniczką militariów nie jestem i aczkolwiek Fort George jest niewątpliwie ciekawym zabytkiem i naprawdę warty obejrzenia to gdyby nie to ze odbywał sie tam Higland Military Tattoo show na ktory chcialam zabrac goszczaca u mnie mame, to pewnie nie skusiłabym sie na ta wyprawę.


Highland Military Tattoo to mini wersja Royal Military Tattoo, który co roku gromadzi w stolicy Szkocji setki wielbicieli. Jak opisać taki show? Nie wiem czy sie da tak naprawdę. Jest to jedna z tych rzeczy które porostu trzeba zobaczyć i samemu ocenić czy przypadnie nam do gustu czy nie.
Nazwa military tattoo nie ma nic wspólnego z tatuażami. Ale jak sama nazwa wskazuje pochodzenie tego pokazu ma pochodzenie wojskowe. Jej źródła sięgają 17’go – 18’go wieku i początkowo była hasłem dla karczmarzy by przestać serwować żołnierzom piwo.
Każdego wieczoru kiedy to żołnierze cieszyli sie po dniu służby zasłużonym kufelkiem piwa, o określonej godzinie z bazy wysyłano bębniarzy którzy obchodząc wioskę (lub miasteczko) dawali wojakom znać, ze czas wracać do baraków a karczmarzom, ze czas przestać polewać. Ta mala parada znana byla jako „doe den tap toe”  w wolnym tłumaczeniu z holenderskiego znaczy to tyle co „zakręcić kurek”. Przez lata ta prosta ceremonia bębnienia na koniec dnia przekształcała sie w coraz to bogatsza i ciekawsza paradę i tak ewoluowała do postaci z dnia dzisiejszego a oryginalne „tap toe” czy tez „taptoo” przekształciło sie w „tattoo”.

Poniżej zdjęcia z tegorocznej parady,  przedstawiają miedzy innymi dziewczyny wykonujące tradycyjny taniec szkocki, wojskowe orkiestry zarówno szkockie jak i gościnnie występująca orkiestrę z Belgii.




 






 Oprócz muzyki i tańców mogłyśmy podziwiać przyjacielska rywalizacje pomiędzy chłopakami z sil powietrznych a piechota w toczeniu i taszczeniu beczek.




A także uproszczone bardzo rekonstrukcje dwóch ważnych wydarzeń z wojskowej historii Wielkiej Brytanii czyli  bitwy pod Somme gdzie wsławił sie i pośmiertnie został odznaczony orderem Victorii John Travers Cornwell oraz bitwę o Jutlandie. Gdzie wsławił sie i został odznaczony tym samym orderem Walter Potter Ritchie. 



A na koniec polecam filmik z tegorocznego przedstawnienia w Fort George ktory znalazlam na YouTube oraz ten nakrecony podczas pokazu:


niedziela, 4 września 2016

Byc piatym czy trzecim kolem... oto jest pytanie.



O powiedzonkach już było we wpisie Pchli targ czyli sredniowieczne cuda wianki  ale jest to temat (dla mnie) bardzo wdzięczny pobudza bowiem wyobraźnię i wywołuje chęć chwycenia za ołówek.

Znajomość języków obcych w tym angielskiego czy polskiego to nie tylko słówka czy gramatyka ale tez powiedzonka. Jednakże tych ostatnich nie należy tłumaczyć dosłownie. Przypomniałam sobie o tym ostatnio gdy w pracy zamyślona w odpowiedzi na czyjeś pytanie automatycznie użyłam dosłownego tłumaczenia naszego powiedzenie „czuć się jak piąte kolo u wozu”. Cisza jaka zapadła i pytające spojrzenia jakim obdarzyły mnie w odpowiedzi koleżanki były bezcenne. Brytyjczycy używają powiedzonka być trzecim kołem (third wheel) co oznacza mniej więcej to samo co nasze piąte, jednakże odnosi się głownie do sytuacji towarzyskich. Nasze piąte kolo ma szersze zastosowanie.
 
Dla zabawy postanowiłam zilustrować kilka z angielskich idomow które nie maja dosłownego odpowiednika w języku polskim.

Skraść komuś grzmot (steal someones thunder) oznacza tyle co przypisać sobie czyjeś zasługi (ukraść pomysł) lub tez wyjawić czyjeś sekrety.



Wypuścić kota z torby (let the cat out of the bag) znaczy tyle ze ktoś sie wygadał i coś co miało byc tajemnica wyszło na jaw.



Obszczekiwać zle drzewo (barking up the wrong tree) oznacza mylić sie, skupiać sie na niewalsciwym problemie lub tez obwiniać kogoś lub coś niesłusznie. 



No i jest tez mój ulubiony przemytnik papużek (budgy smuggler) który niewiele ma wspólnego z przemycaniem ani z papużkami a odnosi się jedynie do bardzo dopasowanych męskich kąpielówek. Gdzie „górka” z przodu podobno przywodzi na myśl kształt upchnie tej w gatki papużki. Powiedzonko wywodzi się z Australii.