niedziela, 21 czerwca 2015

Rzecz o polerowaniu, nie tylko jezyka angielskiego








Dawno temu, w czasach P.S (przed Szkocja) spotykalam sie z negatywnymi komentarzami na temat jakosci jezyka polskiego uzywanego przez imigrantow. Wtedy to byli najczesciej immigranci ze Stanow Zjednoczonych. Teraz amerykanizacja (anglonizacja) jezyka polskiego postepuje nawet w Polsce.

Ilustracja na gorze to prawdziwy antyk, narysowana jakies 9 lat temu, przedstawia tak zwany buffer (elektryczna polerke do podlogi) w akcji. No, nie do konca w akcji, bo na bufferze sie nie stoi. Przy moim pierwszym uzyciu tego ustrojstwa udalo mi sie wydrapac porzadna dziure w plytkach podlogowych. Zobaczywszy wynik swoich dzialan malo sie nie poplakalam ze strachu, ze karza mi zaplacic za renowacje calej podlogi. Moja instruktorka dla odmiany  malo sie nie poplakala ze smiechu.

No coz.... W pierwszej pracy na wyspie, od razu wyladowalam ze szkotami. Ja jedna sama polka, oraz szkoci. Grupka niewielka, chyba 5 osob, na porannej zmianie ktora zaczynala sie 5 rano. A zaczynala sie filizanka kawy, przy kawie szkoci rozmawiali. Na swoje usprawiedliwienie dodam ze piata rano to dla mnie godzina na sen nie na pogaduszki wiec poziom mojej koncentracji byl raczej niski. Pomijajac ten fakt, nawet kiedy probowalam sie skupic by zrozumiec co do mnie mowiono to nic z tego nie wychodzilo.

O czym nie mialam pojecia ruszajac na podboj Szkocji, to fakt ze szkocki i angielski ktorego uczono mnie w szkole, nie tylko brzmia calkiem roznie, ale szkocki ma dodatkowe slowa ktorych w angielskim nie znajdziemy.
 Dla niewytrenowanego ucha, a moje na tamte czasy takie bylo, jezyk szkocki byl nie do zrozumienia. Nie dosc ze akcent inny to jeszcze dodatki, takie jak aye i eh i wee, wtapiajace sie w calosc.

Ktoregos poranka jedna z pan pracujacych ze mna, wyglosila dlugi monolog z ktorego zrozumialam tylko jedno slowo „Maserati”. 
Innym razem wystosowano do mnie jakies zapytanie, w odpowiedzi wbilam w pytajaca barani wzrok, wyrazajacy kompletny brak zrozumienia. Ona powtorzyla zapytanie jeszcze ze dwa razy a na koniec w akcie desperacji powtarzala po prostu „ajkija?, ajkija?! Ajkija?!!”.
Poniewaz wyraz mojej twarzy przeksztalcil sie ze zbaranienia w panike temat zostal porzucony i rozmowa zeszla na inne tory, zakladam ze omawiano inteligencje polskich pracownikow. 
Zostawiona sama sobie ochlonelam troche i po chwili mala zaroweczka rozswietlila ciemnosci mojej zaspanej lepetyny. Pytali po prostu czy robie zakupy w Ikei. No ba, jasne ze tak. 

Moim przelozonym w tamtej pracy, byl przesympatyczny czlowiek, ktorego jako jedynego z calej grupy rozumialam. Ktoregos dnia, zadalam mu pytanie jak to jest ze innych nie rozumiem a jego tak. Odparl, ze do mnie mowi jak do swojej polgluchej matki staruszki, glosno, wolno i wyraznie. Hmmmmm no tak.

Od tego czasu sporo uleglo zmianie, miedzy innymi moja zdolnosc rozumienia szkockiego ze sluchu. Stalam sie rowniez mniej lub bardziej dumna uzytkowniczka tak zwanego polglisha czy tez ponglisza. Moj polglish jest raczej umiarkowany. Ot wtracam angielskie wyrazy w polskie zdania lub czasami pisze smsa w polowie po polsku a polowie po angielsku. Stad tez decyzja o pisaniu bloga, poczulam ze jesli polskiego uzywac nie bede to odejdzie w sina dal a szkoda by bylo.

Ponizej przedstawiam przykady na uzycie polglisha.
Egzamplowe teksty:

Rano lepiej jechać sabłejem, niż brać basa, bo w city jest okropny trafik.
Chyba zostanę dziś na owertajma.
Aplikowałem na dżoba i czekam na kol, żeby zaprosili mnie na interwju

Powstaja nawet tak jakby "utwory muzyczne" w tym jezyku.

Lyriksy (slowa):
 
Wielki mi big dil
After czy bifor
Podniósł mi się flor
Fejs demolejszen

Weź mnie na dansflor
Zrobię ci hardkor
Tamten to ashol
Zero temptejszen

Mam lajki na fejsie
W realu gubię się
Jestem królową z bajki
Grandmatka truje mnie

Dziary że ho ho
Oldskulowy dżo
O co kaman no
Nie rób tragejszen

Chce zresetować się
Chce eksajtować się
Jestem królową z bajki
Grandmatka truje mnie

Rolowanie blanta na bakstejdżu
Jakaś soda jakiś dżus...

Mam lajki na fejsie
W realu gubię się
Jestem krolówą z bajki
Grandmatka truje mnie

Rolowanie blanta na bakstejdżu
Jakaś soda jakiś dżus..



2 komentarze:

  1. Dla mnie mieszanie jezykow to nieznosna i nieakceptowalna maniera, tym mocniejsza, im krocej przebywa sie za granica. Bo pozniej nikomu juz tak nie zalezy, zeby chwalic sie emigracja. Zawsze staralam sie rozdzielac obydwa jezyki, szczegolnie kiedy odwiedzalam Polske.
    Z tym rozumieniem ze sluchu to tez mialam nieraz bal. Kiedys przyszlo mi "rozmawiac" ze Szwajcarem, niby po niemiecku, ale tez nie rozumialam ani slowa i w koncu poprosilam go, zeby sie postaral mowic troche bardziej po niemiecku. Postaral sie, choc malo co skretu kiszek ze smiechu nie dostal.
    Zawsze jednak, kiedy czegos nie moglam pojac, prosilam o powtorzenie raz jeszcze lub innymi slowami i jakos szlo.
    Jesu... kiedy to bylo? :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, te rozne akcenty i wady wymowy czasami uniemozliwiaja zrozumienia, nawet jesli ktos uzyje innych slow. W najgorszym razie mozna poprosic o rnarysowanie diagramu! ;)))

      Usuń