piątek, 11 listopada 2016

Jeden renifer, dwa renifer, trzy renifer, cztery renifer.....


Dla tych którzy po przeczytaniu tytułu, zaczęli podejrzewać, ze od tego "zeszkocenia", zapomniałam jak brzmi liczba mnoga wyrazu renifer, informacja, ze tu mowa o szkockich reniferach, a renifer w języku angielskim brzmi tak samo w liczbie pojedynczej i mnogiej. Taki sobie żarcik ortograficzny :)

Tak naprawdę o szkockich reniferkach miałam napisać w wydaniu gwiazdkowym bloga, no bo wiecie, Święty Mikołaj i jego renifery..... ale, ze na blogu u Panterki pojawiły się już  zapowiedzi, to nie będę dłużej zwlekać i oto przedstawiam państwu szkockiego renifera.

O reniferach na terenie Szkocji dowiedziałam się poczta pantoflowa. Jak tylko informacja o nich do mnie doszła to dostałam goraczki reniferowej i zapragnęłam koniecznie je zobaczyć.
 
Dawno temu renifery zamieszkiwały tereny Szkocji i były tu tak powszechne jak teraz owce. Niestety ich najgroźniejszy naturalny przeciwnik, czyli człowiek, zdołał je całkowicie wytępić. Wszystko przez to, ze maja tak geste cieplutkie futra oraz rogi z których można wykonywać ozdoby. O mięsie nie wspomnę. I tak szkockie wzgórza pozostawały renifer free przez cale lata aż czasu kiedy to Szwedzki  hodowca reniferów Mikel Utsi odwiedza Szkocję w podroży poślubnej. Zakładam ze Mikel trafił do Aviemore i udał się na spacer na wzgórza Cairngorms, gdzie spojrzawszy bacznym okiem dookoła powiedział: „wszystko pięknie tylko gdzie są renifery?”. Tak naprawdę to zapewne powiedział coś znacznie bardziej naukowego, zauważył bowiem ze Szkockie wzgórza pod względem roślinnym i klimatycznym, bardzo przypominają mu tereny pasterskie w Finlandii i pomyślał, ze renifery miałyby się tu dobrze.
W czerwcu 1952 roku Mikel i jego zona sprowadzają do Szkocji pierwsze renifery i wypuszczają je na 300 akrowy ogrodzony teren. Kolejna partia reniferów przybywa tego samego roku w październiku. Od tego czasu projekt rozwija się pomyślnie aż do dnia dzisiejszego.
I nawet teraz, co jakiś czas nowe renifery zasilają mała grupkę żyjąca spokojnie na wydzielonym dla nich terenie. Reniferki te nie są tu zostawione same sobie i znajdują się pod ciągła kontrola. Po pierwsze i co najważniejsze genetyczna. Ku rozczarowaniu niektórych odwiedzających, nie są także hodowane na mięso ani na skory.
Renifer chętnie napycha brzuszek mchem który wykopuje ze śniegu przy pomocy swoich kopytek. Ciekawostka jest ze renifer może spokojnie zjeść nawet muchomora. Który dla naszej diety jest raczej niewskazany.

U reniferkow zarówno panie jak i panowie prezentują piękne poroże. Panie na głowach noszą mniej wybujałe korony, zakładam ze dla wygody. Jednakże poroże to świetnie sprawuje się zima i gdy panowie swoje rogi już pogubią, panie nadal mogą używać swoich by odganiać namolnych kawalerów...... od jedzenia. Czemu tak? Ponieważ zima ciężarne reniferowe damy potrzebują więcej jedzenia niż panowie. Malutkie reniferki rodzą się w maju/czerwcu i już w przeciągu kilku godzin staja na własnych kopytkach. 

Odwiedziny w Reniferowni zaczynają się naturalnie od kupna biletu. Przed ośrodkiem zbiera się spora grupa. Wszyscy czekamy na przewodnika by udać się na wzgórze. Podejście pod niewielka górkę nikomu nie sprawiło najmniejszego problemu. Nasi przewodnicy (taszczący na plecach woki z reniferowym śniadaniem) zatrzymują się trzy razy żeby upewnić się ze wszyscy za nim podążamy i ze każdy miał chwile żeby złapać oddech. 


Po niedługim spacerze docieramy do Reniferowni gdzie za płotem czekają na nas, albo raczej raczej na swoje śniadanko, reniferki. Podzielone zostały na dwie grupy. W jednej części biegają sobie panowie którzy nie zostali dopuszczeni w tym roku do stada damskiego. W drugiej zagrodzie znajdują się dziewczyny wraz z bykiem rozpłodowym, który na imię ma Balmoral. 
 
Nasz przewodnik położył worek na trawie, do którego natychmiast dobrały się reniferowe nastolatki i udziela nam podstawowych informacji.

Na przykład o tym ze renifer chodzi pod wiatr, po to by futro gładko przylegało mu do skory i pomagało utrzymać ciepłotę ciała. A także, ze nosek renifera zbudowany jest w szczególny sposób, ogrzewając zimne powietrze zanim dostanie się do płuc. Dookoła nas zbiera się stado oczekując na przekąskę. Słyszymy charakterystyczne klik klik klik, dobiegające z ich nóżek, a konkretnie ścięgien, kiedy się przemierzają. Dźwięk ten ułatwia reniferom orientacje w trudnych warunkach atmosferycznych. Chodzi o to by stado trzymało się razem, a to trudno byłoby uzyskać gdy idzie się pod wiatr z zamkniętymi oczami, dzięki klikaniu wszyscy wiedza gdzie są. Jeszcze przed wejściem na teren Reniferowni, zostaliśmy ostrzeżeni by nie dotykać poroża. Jest ono bronią renifera i próby złapania ich za rogi zostałyby przyjęte za atak. Dowiadujemy się tez by nie wykonywać gwałtownych ruchów, gdyż te mogłyby zostać opacznie przez renifery zrozumiane. W odległości mniej więcej pol metra, po mojej lewej stronie, stoi Balmoral. 
 
Musze przyznać ze jego poroże budzi respekt. Pomimo tego iż puchaty renifer jest znacznie mniejszy ode mnie i ręce same mi się do niego wyciągają, to utrzymuje bezpieczna odległość i staram się wyglądać pokojowo. Balmoral łypie dookoła uważnym spojrzeniem popatrując to na mnie, to na worek z jedzeniem, to na resztę odwiedzających. Chociaż zima jeszcze nie całkiem nadeszła, to wzgórza już pokrywa odrobina śniegu. Patrze na stado i stwierdzam, ze kolorystycznie idealnie komponują się z otoczeniem. 
 
 

Balmoral, po uważnym zlustrowaniu sytuacji, traci zainteresowanie naszym ludzkim stadkiem i zaczyna podgryzać trawę kawałek dalej, a jego miejsce u moim boku zajmuje reniferowa dziewczyna z jasnym futrem i imponującym porożem. 


Tymczasem część informacyjna dobiega końca i w obieg idą worki z jedzeniem. Worek numer jeden (zielony) zawiera normalne jedzenie. Jeden z naszych przewodników udaje się kawałek dalej i rozsypuje zawartość worka dookoła, uprzednio nas uprzedzając żeby nie próbować podnosić jedzenia z gruntu. Renifery uznałyby to za kradzież a złodzieja potraktowały rogami. 


Drugi worek, znacznie mniejszy i biały, zawiera w sobie specjalna przekąskę. Składają się na nią jakieś płatki, coś co przypomina jedzenie dla gryzoni oraz melasę. Poinformowano nas żeby nie próbować biegać za stadem usiłując karmić renifery i ze przyjdą do nas same te które są oswojone, resztę stada należy zostawić w spokoju. Czekam grzecznie z wyciągniętymi rękoma na swoja porcje płatków. Od chwili znalezienia się jedzenia w moich dłoniach mijają dosłownie sekundy gdy dołącza do nich wygłodniały pyszczek. Pyszczek ten jest milusi i aksamitny. Nosy reniferów są porośnięte sierścią dla ochrony przed zimnem.  Żadne zęby ani podgryzanie mi się nie przytrafiło. Cały proces wsysania jedzenia z moich dłoni zajmuje dosłownie sekundy i po chwili nie ma już ani okruszka. Uznaje ten stan za nie akceptowalny i ruszam za białym workiem domagając się więcej płatków. Operacje ta powtarzam kilkakrotnie, aż do czasu kiedy w worku nic już nie ma.
 

Nie tylko ja mam frajdę z karmienia reniferów. Inni uczestnicy wyprawy chodzą dookoła z takim samym szerokim uśmiechem na twarzy i wyciągniętymi przed siebie dłońmi. Podczas karmienia reniferkow zapominam na chwile jak strasznie mi zimno, jednakże po opróżnieniu worka znów czuje przeszywający wiatr i chłód. Oglądając się za siebie kilkakrotnie, z żalem opuszczam Reniferownie i ruszam w stronę parkingu. Planuje je znów odwiedzić, pod koniec maja kiedy w stadzie pojawia się malutkie reniferzatka.

12 komentarzy:

  1. ten biały maluch jak krowi cielaczek wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. albo jak kozka :) podobno nie ma reniferow albinosow, ale czasami trafiaja sie takie ktore maja wiecej bialej siersc niz reszta.

      Usuń
  2. Posmyrałaś reniferka po pyszczku?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym smyraniem to nie bardzo, dosc ostre rogi wycelowane w kierunku twarzy zniechecaly mnie do spoufalania sie. Ale wystarczylo mi to ze milam dlonie pelne reniferowego pyszczka :)

      Usuń
  3. To już się przyznam, zaglądam jako cicha czytaczka, bardzo lubię takie bezpośrednie relacje. Niczego wcześniej o reniferach nie wiedziałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jak mi milo :) O reniferkach sama dowiedzialam sie bardzo niedawno i od razu zapragnelam sie z nimi zaprzyjaznic! Spotkanie z nimi bylo dla mnie wyjatkowym doswiadczeniem.

      Usuń
  4. :D Ze wzgledu na reniferki to by Ci sie u mnie podobalo. Ja tez mam troche daleko do reniferow ale jak juz widze, to licze: jedna watacha reniferow, druga horda reniferow, trzecie stado reniferow, czwarte stadko reniferow i o, jeszcze jeden samotnik reniferski i to bialy :)))
    Kiedys, po pierwszym spotkaniu z terenami, gdzie naturalnie wystepuje renifer pisalam do znajomych: ...na drogach reniferow tak duzo jak chmar komarow a komary sa wielkie jak byki, wieksze od reniferow...
    Ja myslalam, ze renifer to przyjazdne zwierze a poroze ma dla elegancji, kopytkami stuka tylko po asfalcie bo w lasach podloze jest miekkie, renifery dostarczaja miesa i ich poroze to specjal na poptencje... Niestety wyglada na to, ze renifery zostana wyparte przez strusie... tyle tych rezerwatow i howowli strusia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u Ciebie reniferów jak u nas owiec? Jade autem a tu jedno stado owiec, dwa stada owiec, trzy stada ...... a wszystkie owce w szkocka kratę i ich runo idzie na produkcje szalików i szkockich (męskich) spódniczek zwanych kiltem. Myślę ze renifer jest przyjazny, żaden z okazów w Reniferowni nas nie zaatakował, mam wrażenie ze nasi przewodnicy bardziej usiłowali ochraniać renifery przed ludźmi niż ludzi przed nimi. Kto wie może kiedy juz Brexit zawładnie UK będę migrować dalej na północ do kraju renifera? I zdecydowanie wole renifera niż strusia!

      Usuń
    2. :D U mnie nie ma duzo owiec. Jak juz cos to barany. :))) Czarne. W kratke beda w nastepnych pokoleniach.
      Tez tak mysle, ze ci przewodnicy troche przesadzili ale straty moglyby byc duze, bo turysci by te renifery zaglaskali na smierc.
      Strus to cwaniak, jak mu zimno albo wiatr w 'pysk' to strus glowe w piasek (choc tu same kamienie). A jajo strusie starcza na sniadanie, obiad i kolacje dla calej rodziny z sasiadami. Sa tez hodowle dzikow co to ryja i sa dzikie, i zaczynaja robic rezerwaty saren bo las znika. :///

      Usuń
    3. he he he Echo masz racje z tym glaskaniem! Ja bylabym pierwsza :D Ale tu jest Szkocja. Czasami traktuje sie ludzi jak kompletnych hmmmm hmmmm hmmmm zeby tylko nie zrobili sobie krzywdy. Wynikiem tego sa nastolatki ktore mowia piecioma obcymi jezykami i nie umieja uzywac klamki. Dzik ktory jest dziki to zupelne szalenstwo a sarenek szkoda bo sa urocze w kazdym kraju :)

      Usuń
  5. Z przyjemnością przeczytałam Twoja relacje ze spotkania z reniferami. Od razu przypomniała mi się mała Gerda, rozbójniczka, kruki...Piekne czasy i skojarzenia. Miło byłoby pogłaskać renifera, choć wiem, że nie powinnam...!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałas mi o Królowej Śniegu i renifer ach z tej bajki Olga :)) Okazuje się że renifery można głaskać, sama glasknelam jednego podczas mojego drugiego z nimi spotkania. Nie należy łapać za rogi ale głaskać się da :)) Uściski

      Usuń