Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orkney. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orkney. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 maja 2018

Osada w Gurness, czyli sladami przodkow


Przedostatni wpis o Orkadach.... Tak to często w życiu bywa ze to na co szykujemy się najbardziej nie jest tym co nas najbardziej zachwyci. Co prawda Skara Brae, dzięki której w ogóle wybrałam się na Orkady jest miejscem niezwykłym i wartym odwiedzenia to jednak inne odkrycie archeologiczne zachwyciło mnie znacznie bardziej, czyli The brochs of Gurness ale po kolei.

Gurness znajdowało się po drugiej stronie wyspy niż Stromness, czyli gdzie się zatrzymaliśmy. Trzeba było wiec wsiąść w samochód i jechać…… jakieś poł godziny, no tak, ta wyspa naprawdę nie jest aż tak duża. Postanowiliśmy wiec zatrzymać się w Birsay, 20 min drogi od Stromness, gdzie miały znajdować się szczątki pałacu. Pałac należał kiedyś do Earla Roberta który oraz jego syn Patryk  zasłynęli, mniej lub bardziej zasłużenie, jako krwawi tyrani, w historii Orkadów. Robert miał przyrodnia bardzo sławna siostrę, Marie, królowa Szkotów, która przyznała mu wyspy Orkady  i uczyniła go księciem na Orkadach, ot tak z siostrzanej miłości. Każdy kto oglądał jakikolwiek film o Elżbiecie I, musiał słyszeć o Marii, wiec się o niej rozpisywać nie będę. Dość powiedzieć ze przyznanie Orkadów Robertowi nie było do końca legalne. Tym bardziej ze kiedy jego przyrodnia siostra wyszła za mąż za Hrabiego Brothney to jemu przyznała władze nad Orkadami. Tak czy inaczej książę/hrabia Robert sobie jakoś z ta sytuacja poradził oraz wybudował elegancki pałacyk w Birsay. Pałacyk nie przetrwał długo, ale podobno był uroczy. Po dzień dzisiejszy można podziwiać tam malowniczo położone ruiny.





Po przejściu przez ulice, właściwie to uliczkę, nie ma tam prawie żadnego ruchu, widać mały kościołek. Właściwie nic szczególnego, ale czemu by nie przyjrzeć mu się bliżej.

Okazuje się ze malutki kościołek podobno został wybudowany na miejscu znacznie starszego i jest miejscem kultu od ponad 900 lat. Podobno został wymieniony nawet w słynnej Orkneyinga Saga.
Według legendy szczątki świętego Magnusa zostały tu przetransportowane po jego śmierci. Niedługo potem, świadkowie zaczęli opowiadać o niebiańskich światłach oraz nieziemskim zapachu nad jego mogiła. Oczywiście zapoczątkowało to pielgrzymki, cuda i uzdrowienia a co za tym idzie zwykly Magnus został obwołany świętym. 20 lat po jego śmierci wykopano z ziemi jego szczątki i przeniesiono je do Katedry w Kirkwall.

Zaraz za kościołkiem, znajduje się plaża. A za plaża wysepka, na wysepce znajdują się pozostałości osady wikingów, ale tam już nie dotarłam. 




Ruszyłam wzdłuż wybrzeża i tak znalazłam się w Gurness. Broch oznacza budowle z epoki kamienia łupanego, w kształcie wiezy. Aczkolwiek, opis ten jest z cala pewnością właściwy to jednak nie oddaje w całości tego co odkryłam kiedy dotarliśmy do Broch of Gurness. Z daleka nie prezentuje się zbyt interesująco, po zaparkowaniu na malutkim parkingu trzeba nabyć bilety w sklepie, obsługiwanym przez (kiedy tam błam) przesympatycznego człowieka który o swoim Broch mógłby mówić godzinami. Widać było ze ten człowiek kocha archeologię i wykopalisko którym się opiekuje. Bardzo milo spotkać takich ludzi.

Pozostałości osady z Gurness, odkryte zostały przez poetę i antykwariusza Roberta Rendalla, kiedy pewnego pięknego dnia siedział sobie na trawie i szkicował. W pewnym momencie jego noga ugrzęzła w jakimś dołku, by ja wydobyć musiał wygrzebać trochę trawy, okazało się ze pod trawa znajdują się schody prowadzące do wnętrza kopca. 
Wykopalisko datuje sie na 200 czy 100 lat p.n.e. Tak jak w przypadku Scara Brae piasek i ziemia przykryly budowle i zachowaly je az do naszych czasow. 







Sama z siebie zachwyciłam się tym ze pomiędzy kamieniami i resztkami budowli można było chodzić, a wet wspinać na kamienie. Przyznaje ze dzięki temu można się lepiej wczuć w atmosferę tego miejsca. Przejść sie starożytnymi drogami, śladami naszych przodków






niedziela, 29 kwietnia 2018

Co pod trawa Orkadow piszczy....?


Orkady, jak już wcześniej wspomniałam, to tak jakby wyspa wykopalisko. Prawie gdzie się nie wbije łopaty można natrafić na jakieś wykopalisko albo co najmniej grobowiec.

Stojąc na otwartym polu w dowolnie wybranym punkcie na Orkadach, zawsze gdzieś w zasięgu wzroku znajdzie się pagórek. Zazwyczaj są to niskie pagórki, równo, gęsto porośnięte trawa. Nie wystają wysoko ponad poziom gruntu ale są widoczne. Patrząc na taki pagórek, można się z duża doza prawdopodobieństwa założyć ze w środku znajdziemy… kości.

Moja przygoda z tymi grobowcami zaczęła się od tego, ze Skara Brae i Krag Brodgara okazały się bliżej położone niż oczekiwałam. Obejrzawszy skrupulatnie oba zabytki nie bardzo mialam plany na reszte dnia. Stanęłam na środku pola, podziwiając bezdrzewny krajobraz Orkadow i zastanawiając się gdzie się dalej udać. Nie daleko, po prawej stronie, z miejsca gdzie stałam zauważyłam słynne wzniesienie Maeshowe. 


Co prawda nie był on w planie na ten dzień, postanowiłam jednak zmienić trochę plany. Okazało się to trudniejsze niż myślałam. Aby dostać się do Maeshowe należy zaparkować na małym parkingu przy drodze, po czym udać się pieszka przez trawę do grobowca. Problemem okazał się parking, co prawda stal pusty, zero jakiegokolwiek innego pojazdu i bramka była otwarta, na bramce jednak wisiała kartka ze parkowanie zabronione. Nigdzie indziej w zasięgu wzroku nie dało się zaparkować. Zgodnie z zasada ze dokąd nie spróbujesz to nie wiesz, postanowiłam zaryzykować i zatrzymać się na zakazanym parkingu. Okazało się ze takich probowaczy musiało być więcej, natychmiast bowiem, kiedy tylko przednie kola auta dotknęły powierzchni parkingu ruszyła do auta skrzętnie ukryta gdzieś przedtem, kobietka w odblaskowej kamizelce i uprzejmie acz stanowczo spytała czego ja tu szukam. Naturalnie, nie szukałam niczego i z równie uprzejmym uśmiechem powiedziałam, ze tylko zawracam po czym się z parkingu wyniosłam. Podążywszy chwile w nieznane, szukając czegoś ładnego na czym można by było oko zawiesić, przekonałam się ze na Orkadach daleko szukać nie trzeba, wszedzie jest pieknie.





A ze internet działała tam bez problemu to zapytawszy wujka googla co jeszcze w okolicy zwiedzić się da, natrafilam na Unstan Cairn. Pozwolę sobie ten wpis poprowadzić w stylu bardziej osobistym niż historycznym. Pominę wiec informacje o tym ze w takich właśnie Cairnach działy się kiedyś super ważne rzeczy. Niektórzy uważają ze służyły one do kontaktów ze światem duchów, inni ze jako grobowce…. Jeszcze inni ze do jakiś innych obrzędów, teraz nikt już nie. Dość powiedzieć, ze znajdujemy w nich kości, są takie które zawierają cale szkielety, ale sa tez takie które maja w sobie mieszankę kości pokładanych na eleganckie stosiki, w tym kości zwierząt.

Teraz nikt już nie może powiedzieć na pewno co i jak a dla mnie osobiści, od pierwszego do ostatniego cairna, wszystkie były ogromnym wyzwaniem. Z powodu, klaustrofobii….. Żeby się dostać do Cairna często trzeba włazić tam na czworaka, bo przejście/tunelik jest bardzo niski.
Kiedy jest się już w środku to można się wyprostować, a jak w przypadku Unstan, to nawet rozejrzeć dookoła, bowiem w środku jest jasno.


 Tego jednak nie wiedziałam zanim wlazłam do środka, mój dobrzy kolega z którym podróżowałam obśmiał się troszkę z moich kwików, jęków i marudzeń którymi go uraczyłam w drodze do środka. Później miał się przekonać ze to było nic w porównaniu do tego co go czekało przy następnych. Unstan Cairn jest malutki, w porównaniu do najsławniejszego z Cairnow, Maeshowe do którego usiłowałam dostać się wcześniej. 
A do którego udało mi się dostać na dzień następny, okazało się bowiem ze aby do niego wejść, najpierw trzeba kupić bilety w centrum turystycznym oddalonym około kilometra czy dwóch, po czym mini bus zabiera turystów do Maeshowe i parkuje, na właśnie tym zakazanym parkingu, którego pilnuje odblaskowa smoczyca. Maeshowe jest super sławne, głównie dzięki temu ze dawno, dawno temu podczas straszliwej zamieci śnieżnej, schroniła się w środku banda Wikingow. Nie tylko ze się do środka włamali, to jeszcze jak łobuzom wypada, zostawili w środku grafiti. O tym wydarzeniu przeczytac mozna w Orkneyan saga, ale runy wyryte w kamieniu przez wikingów tez mówią same za siebie. Mówią na przykład ze Thorni przeleciał Helgi, albo ze Ingigerth jest najpiękniejsza z kobiet albo ze Tholfir wydrapał te runy wysoko… a inne z nich opowiadają znacznie ciekawsza historie, niejaki Oddr twierdzil, ze z tego miejsca trzy noce temu zabrano ogromny skarb. Oddr twierdzi tez ze został on znakomicie schowany. Oprocz tego niezwykłego grafiti mnie osobiście zachwyciło ze w środku uwiły sobie gniazdo jaskółki… Wlatywaly i wylatywały nad głowami turystów by karmić swoje maleństwa. Oczywiście usiłowałam zrobić im zdjęcie, niestety w Maeshowe nie wolno robić zdjęć, nawet zdjęć jaskółek. Maeshowe jest najslynniejszym z Cairn na Orkadach. Co roku odwiedzaja je stada turystow. 

Cairn który zwiedziłam następnie przysporzył mi innego rodzaju atrakcji, położony w połowie drogi na wzgórze, zwany Cuween Hill cairn. Na szczycie wzgorza znajdowalo sie sporo takich dekoracji z kamieni, podobnych do malych formacji jakie uprzednio widzialam na plazy w Skara Brae




Jesli chodzi o sam Cuveen Hill cairn,  nie dość ze by się dostać do środka należało pełzać na kolanach w błocie to jeszcze w środku było ciemno i ponuro brrrr wyszłam ze środka znacznie szybciej niż weszłam. Natomiast ciekawostka jest, ze kiedy go otwierano znaleziono w środku szczątki 8 ludzi, oraz kości wołów, ptaków a także czaszki 24 psów…. Ciekawa mieszanka. Oczywiście teraz nie ma już ich w środku.

Ostatnim z Cairnow które widziałam, jest tak zwany Orli Grobowiec, pochodzi prawdopodobnie z tego samego okresu kiedy budowano piramidy w Egipcie. Odnaleziony przez przypadek, przez rolnika u niego na polu. Od czasu odkrycia czekał 20 lat na to by Ronnie, znalazł czas by się zając jego badaniem, tak zapracowani są rolnicy! Dlan mnie jednak Orli grobowiec na zawsze już będzie grobowcem chichotów. Aby się do niego dostać należy położyć się płasko na takiej bardzo szerokiej odmianie deskorolki/platformy z kolkami i się popychać rękoma do środka. Ja jednak nie musiałam się odpychać, mój kumpel mnie do środka wciągnął, a ze użyl dość dużo siły, była to podróż ekspresowa i w efekcie zabawna, tak ze nie mogłam się powstrzymać od rechotania cala drogę w jedna i druga stronę.

Nazwa orli Cairn/grobowiec związana jest z tym ze w środku oprócz tradycyjnych ludzkich pomieszanych kości, znaleziono kości 14 orłów. Jaka role orły pełniły w tym społeczeństwie tego nie wiadomo.


Rolnik Ronnie, oprócz grobowca znalazł na swoich gruntach budyneczek z epoki brązu, co ciekawe, w środku tego budyneczku znajduje się „pojemnik” na wodę, w którym mieściło się około 1000 litrów wody. Co jeszcze ciekawsze, ludzie który tego budynku używali 3000 lat temu wymyślili metody by ta wodę ogrzewać a po użyciu wody odprowadzać ja na zewnątrz.

Droga do Orlego grobowca, wiedzie przez pola Ronniego a polozone one sa niezwykle malowniczo, tuz nad klifami. Na pozegnanie z ta czescia wyspy po prostu trzeba bylo machnac kilka fotek :) 





niedziela, 12 listopada 2017

Skara Brae czyli neolityczna osada I stoliczek antyczek

O wiosce Skara Brae, neolitycznej osadzie starszej niz piramidy po raz pierwszy usłyszałam w Szkocji, okoliczności juz nie pamietam, dośc ze natychmiast zachcialam sie tam dostac. Działo sie to juz dobre kilka lat temu i od tej pory marzylam o podrozy do Skara Brae, osady o ktorej Indiana Jones dawal wyklady, W końcu przecież piramidy zrobiły na mnie piramidalne wrażenie, czemu wiec nie odwiedzić wioski w której ludzie mieszkali zanim starożytni Egipcjanie pozbierali te wszytskie głazy do kupy i ułożyli je jeden na drugim?

Po wielu latach udało mi sie dotrzeć na Orkady, jak juz wspomniałam w poprzednim wpisie dzień pierwszy nie był szczególnie ciekawy, lało jak z cebra a jedyna atrakcje stanowiło doładowanie elektryczności oraz wizyta w muzeum. Za to dzień drugi....... Razem z kojacym mruczeniem silnikow promu (w koncu przeciez byl zaparkowany tuz za oknem) przywitalo mnie słońce, które napełniło mnie radością i chęcią do natychmiastowego ruszenia w teren. Tu wspomnę, ze słońce słońcem, ale jesienią ruszać w teren na Orkadach należy jedynie ubranym w coś ciepłego oraz nieprzemakalnego. Wieje tam strasznie z powodu braku drzew, a deszcz może zacząć padać w kazdej chwili i nawet przy pełnym słońcu.

Szczerze mówiąc , odkrywca neolitycznej wioski Skara Brae William Watt, nie musiał sie szczególnie nameczyc by ja odkryc. Wszystko za niego załatwił sztorm w 1850 roku podczas bardzo silnych wiatrów cześć budynków wcześniej zasypana piaskiem została odkryta, a slawny odkrywca musiał tylko przejść sie na spacer nad morze. Wszystko działo sie tuż przy jego domu, nie było wiec wiekszych szans by ktoś inny ja odkrył. I tak wykopalisko cudownie zachowane pod piaskiem przez stulecia i dzieki temu prawie nie naruszone, w koncu objawilo sie w calej okazalosci.

Coz mozna o niej napisac? Jest (teraz) połozona nad brzegiem morza. Gdzie była połozona I jak wygladala kiedy była zamieszkana? Ktoz to wie? Krajobraz bardzo sie zmienil od tego czasu. To co teraz jest plaza moglo rownie dobrze byc terenami uprawnymi lub reszta osady.
Zwiedzanie obiektu zaczynamy od wystawy muzealnej. Znajduja sie tam roznosci z ktorych za najciekawsze uznalam dziwne kule.

Czemu dawni Skarabrianie rzezbili je w kamieniu? Tego nie wiemy, naukowcy snuja rozmaite domysly w temacie, ze to obiekty religijne lub zabawki lub ze po prostu, ze nudzilo im sie w dlugie zimowe wieczory. Innym ciekawym obiektem jest slawny Buddo, malenki “bozek” ktorego rowniez zneziono na terenie wioski, a ktory potem zaginal w tajemniczych okolicznosciach, tylko po to by po latach odnalesc sie w muzeum w Stromness.


Po wyjsciu z muzeum, doslownie zaraz za progiem, czeka na zwiedzajacych replika jednego z budyneczkow. Co ciekawe, wszystkie budyneczki pod wzgledem wyposazenia sa takie same. Czyżby demokracja neolityczna? A moze po prostu brak Ikei w poblizu pozbawil dawnych Skarabrian talenow dekoracyjcych. 


Od repliki budynku trzeba sie przejsc kawaleczek do samej wioski, ja po drodze zatrzymuje sie na plazy. Co ciekawe, znajdziemy tam duzo kamieni ulozonych w eleganckie stosiki. Kto rozpoczal ten zwyczaj? 


Tego nie wiadomo, teraz stosiki sa regularnie budowane I uzupelniane przez turystow. Mnie plaza ta bardzo odzialywuje na wyobraznie, oczyma duszy widze na horyzoncie nadplywajace drakkary, pelne mniej lub bardziej krwiozerczych wikingow.... 

Kto wie, byc moze moja wizja nie jest az tak daleka od prawdy bowiem na terenie posiadlosci odnaleziono groby wikingow. Na zyczenie pani domu zostaly one zachowane tam je odnaleziono.

Docieram do samej wioski, pierwsze co zauwazam... jest mniejsza niz myslalam! Lata cale zakopana w piasku nie wystaje zbyt bardzo ponad ziemie. Na teren budyneczkow nie wolno wchodzic, mozna je jedynie obejsc dookola. Niestey nie wiadomo czy orginalnie osada ta byla wieksza i o ile. Kazdy z domow ma taki sam uklad, palenisko na srodku, lozka po bokach oraz cos na ksztalt szafki/poleczki na ktorym podejzewa sie, ze prehistoryczny czlowiek ustawial pamiatki i zdjecia z wakacji.

Ciekawostka jest, ze ten jak sie podejzewa bardzo prymitywny czlowiek, odczuwal jednak potrzebe by miec w domu porzadna toalete, a nie smigac za potrzeba w chaszcze. W domach okryto specjalnie do tego celu oddelegowane nisze, mialy one dostep do czegos co mozemy nazwac kanalizacja. 
Innym interestujacym faktem jest to ze ludzie zamieszkujacy Skara Brae nie byli, jak byc moze, sobie wyobrazamy, rozmiarow wyrosnietego goryla tylko naszego wzrostu. Niespodzianka. Spotkawszy na ulicy czlowieka pierwotnego,  byc moze bysmy nie zauwali zadnej roznicy. Wejscia do ich domkow sa niskie celowo, by mieszkania byly cieplejsze a takze byc moze z powodow obronnych. 

Czemu Skara Brae zostala opuszczona? Zastanawial sie nad tym sam profesor Indiana Jones w ostatnim filmie z serii. Tak naprawde nikt do konca nie wie. Jednakze ostatnio podejzewa sie ze osada nie zostala nagle opuszczona tylko, ze byl to dosc dlugi proces, raczej polegajacy na tym ze mlodziez opuszczala osade w poszukiwaniu nowych bogatszych terenow do osiedlenia sie niz nagly masowy exodus.

Ostatnim punktem programu jest zwiedzenie domu w ktorym mieszkal odkrywca osady. W budynku dostepne do zwiedzania sa niektore pokoje a na pieterku znajdziemy kolejna wystawke gdzie podziwiac mozna rozne roznosci wykopane na terenie posiadlosci. Czesc z nich pochodzi z odkopanych grobow wikingow. 
To co mnie osobiscie calkiem zachwycilo to stoliczek antyczek, a czemuz to? Bo mam w domu taki sam. Tylko ze az do tej pory nie bylam przekonana o jego antycznosci. Teraz juz wiem ze w antyczne wlasciwosci stoliczka nigdy nie nalezalo watpic ;)