niedziela, 17 lipca 2016

Nasze zwierzaki czterolapne i czterkopytne



Ostatnio wyczytałam na Twitterze ze najnowsze badania wykazały iz kozy i psy maja ze sobą  więcej wspólnego niż byśmy sadzili. Trzydzieści kóz zostało poddanych badaniu polegającym na oferowaniu im jedzenia. Przekąska była umieszczona na pudełku (przezroczystym plastikowym) lub pod pudełkiem. Czasami koza musiała pudełko przesunąć by do przekąski się dostać. Okazało się ze kiedy pudełka nie dało się w żaden sposób ruszyć koza patrzyła na człowieka obecnego w pokoju oczekując jakiejś akcji lub pomocy.
Czemu te badania są takie istotne? Ponieważ podważają one tezę ze tylko psy zostały wytrenowane do porozumiewania się z człowiekiem.
Nie oznacza to oczywiście, ze powinniśmy zacząć trzymać kozy w mieszkaniach i oczekiwać przyniesienia nam porannej gazety, ale raczej ze powinniśmy spojrzeć na kozy jako na bardziej świadome istoty niż do tej pory myśleliśmy. 



Coraz częściej (na szczęście) dochodzą do głosu zwolennicy teorii ze, zwierzęta nie tylko maja swój rozum ale tez i emocje. Do tej pory teoria ta dotyczyła głownie piesków i kotków ale co jeśli inne stworzenia są również świadome? 
Znalazłam taki tekst w necie:

"Świnie z dużym prawdopodobieństwem posiadają samoświadomość, o czym świadczyły badania z lustrem prowadzone na tych czterokrotnych zwierzakach. Badania te wykazały, że świnie obserwując lustro, odnajdywały ukrytą miskę z jedzeniem, której obraz mogły zobaczyć jedynie w odbiciu. Nic więc dziwnego, że świnie zaliczane są do grona najinteligentniejszych zwierząt świata. Wiele osób twierdzi, że nawet psa przewyższają swoją mądrością. Udowodniono także, że świnie są w stanie nauczyć się zasad gier video z jeszcze lepszym skutkiem niż szympansy!
I co jest niezwykle piękne, śpiewają swoim młodym, które później rozpoznając głos matki, przybiegają na jej zawołanie.To również zwierzęta, które lubią przytulać się do siebie, co wyraźnie pokazuje wzajemną potrzebę bliskości. A jeszcze ciekawszy jest fakt, iż doskonale orientują się w terenie i potrafią lokalizować przedmioty korzystając ze swojej pamięci. Bez trudu znajdują drogę do domu, nawet z bardzo oddalonych miejsc.
Kozy uczą swoje dzieci rozpoznawania różnych dźwięków. A owce machają ogonem, by wyrazić swą miłość. Krowy również słyną z potrzeby bliskości, lubią spać blisko siebie i zawierają prawdziwe przyjaźnie. Choć wiele osób nie będzie chciało w to uwierzyć, krowy potrafią się ekscytować, gdy rozwiązują stawiane przed nimi zadania. Lubią spędzać czas z tymi, których już znają i lubią. Co więcej, potrafią przechowywać wspomnienia, uczyć się i reagować na swoje imię." Źródło tekstu tutaj

Mojedoświadczenia opierają się głownie na kontakcie z domowymi pupilami. Jak na przykład nasza kocica która potrafiła wszędzie się dostać. I przez wszędzie mam na myśli wszędzie.
Znakomitym przykładem może być pawlacz. Zeby się do niego dostać musiała po pierwsze otworzyć sobie drzwi od łazienki, robiła to skacząc na klamkę. Następnie skakała z szafki w przedpokoju na otwarte uprzednio drzwi. Z tych drzwi przedostawała się skokiem na lampę. Po czym siedząc na lampie łapka otwierała sobie haczyk zabezpieczający drzwiczki pawlacza. Jeśli to nie udowadnia jej inteligencji to naprawdę nie wiem co jeszcze mogla by zrobić, oprócz cytowania encyklopedii oczywiście.
Niedawno wracając ze sklepu zauważyłam krople deszczu na liściach w ogródku nie daleko od domu. Po powrocie do domu złapałam aparat i ruszyłam żeby zrobić zdjęcia. Kocia klapka w drzwiach została otwarta żeby mój kotuś mógł pójść na dwór w tym samym czasie. Wyszłam i udałam się w kierunku niedalekiego ogródka. Po chwili zauważyłam ze mój kotek podąża za mną. Zupełnie jak piesek, jedyna różnica to ze kiedy słyszał najeżdżający samochód natychmiast wskakiwał na murek lub chował się za brama jakiegoś podwórka. To samo zrobił kiedy z naprzeciwka zobaczył nadchodzącego psa na smyczy. Kiedy niebezpieczeństwo minęło podążaliśmy dalej. Ktos mógłby powiedzieć ze tak został nauczony. Ale mój kotek od maleńkości zamknięty był w czterech ścianach. Tego jak się zachowywać w "terenie" nauczył się sam, juz jako dorosły kot na nowym miejscu gdzie ma dostęp do ogródków. Poza tym podobno w naturze kociej leży niezależność, czemu wiec podążał za mną? Czemu wrócił ze mną do domu kiedy zrobiłam zdjęcia? Nigdy nie trenowałam go w ten sposób. 
Inny kotek którym opiekowałam się dość krotko lata temu, miał do mnie tak bezgraniczne zaufanie ze, nie tylko pozwalał się wszędzie wozić autem ale siedział tez u mnie na kolanach na plaży w Jastarnii. Mial przed nosem ogromne morze którego nigdy w życiu nie widział i kompletnie nie baczył na ludzi i psy dookoła. Wystarczyło mu ze ja tam jestem by czuć się bezpiecznie.

Poniżej zdjęcia zrobione malowniczym kroplom deszczu z sąsiedzkich ogródków.






poniedziałek, 11 lipca 2016

Dunnottar Castle, czyli z cyklu "Szkocja jaka jest kazdy widzi"



Nieomal każdy zamek w Szkocji, niezależnie od stopnia rozpadu, szczyci się tym ze odwiedziła go Maria królowa Szkotów. Czy Maria była aż tak turystycznie nastawiona do życia tego to nie wiem, jednakże z tych zamków które już dotąd udało mi się odwiedzić to  Dunnottar, z racji swej historii, na pewno został przez niefortunna szkocka królową odwiedzony i to więcej niż raz. 
Po raz pierwszy kiedy Maria miała 19 lat w październiku 1562. Jej kolejna wizyta przypada na rok 1564. Maria odwiedza Dunnottar wraz z synem Jamesem VI który zauroczony jest zamkiem albo raczej jego terenami łowieckimi. 
Ale to nie tylko przez dzięki wizytom Marii Dunnotar jest taki sławny, jak głosi legenda sam Wiliam Wallace miał okazje przyłożyć się do jego chwały. Według wiersza ślepego Harego, poety z 15'go wieku w 1297 dzielny William atakuje zamek i puszcza z dymem kaplice w której ukrył się angielski garnizon. Niebyt to uprzejmie z jego strony ale takie to były czasy.


Jednakże to nie tylko znakomici goście wsławili zamek ale także odwaga jego dzielnej załogi opierającej się armii Cromwella, by uchronić regalia Szkocji (korona królewska, miecz i berło) od zagłady. Sukces ten był możliwy, nie tylko dzięki odwadze załogi zamku ale także dzięki niesamowicie strategicznemu jego położeniu. Do zamku Dunnottar prowadza bowiem tylko dwie drogi, obie wąskie, jedna od strony morza a druga lądu. Podobno dzięki swojemu usytuowaniu przez cale lata władcy zamku Dunnottar kontrowali szlaki morskie i lądowe. 
 
Innym sławnym, a raczej niesławnym, epizodem z historii zamku było skazanie na śmierć głodową w lochu 122 mężczyzn i 45 kobiet którzy odmówili przyjęcia wiary episkopalnej w 1685roku. Grupa ta została wrzucona do zamkowego lochu i trzymana tam o chlebie i wodzie od 24’go Maja do końca lipca. Podobno 37 z nich poddało się i złożyło śluby królowi, 25 uciekło z czego 15 złapano i 7 z nich zginęło. Ci którzy wytrwali w swojej wierze zostali załadowani na statek wywiezieni do Indii zachodnich. Niestety uważa się, ze zginęli oni w trudach podroży lub krotko po przybyciu na miejsce.
 Jednakże historia zamku sięga o wiele dalej wstecz, jest rok 400 przed narodzeniem Chrystusa. Tereny dzisiejszej Szkocji podzielone sa pomiędzy Pikts, Scots, Angles i Britons. W ten klimat wbijają sie przedstawiciele nowej religii. Zakon st Ninian pracuje nad ustanowieniem szeregu kościołów z których mogą szerzyć Chrześcijaństwo. Dunnotar wzbudza ich zainteresowani z racji obronnego położenia. Tereny dzisiejszego zamku były wtedy prawdopodobnie osada Piktyjska. Prawdopodobnie nazwa zamku wywodzi się właśnie z Piktyjskiego gdzie Dun oznacza Sile.
Piktowie oddawali cześć silom ziemi i Druidyzmowi. 


Podobno w najstarsza części zamku podziemia gorzelni są nawiedzane przez Zielona Dame, która zrozpaczona nadal poszukuje swoich „dzieci” czyli Piktow nawróconych na Chrześcijaństwo, około 5’go wieku naszej ery.
Oprócz ducha Zielonej Damy na terenach zamku można (podobno) natknąć się na ducha Wikinga a po okolicznych polach nadal poluje na duchy zajęcy duch psa myśliwskiego.
W 12 stuleciu zamek przejęli Anglicy, stało się to po śmierci króla Aleksandra. Edward I aby zabezpieczyć swoją pozycje w Szkocji szybko przejął rozmaite strategicznie usytuowane zamki. Miedzy innymi Dunnotar.

Wygląda na to ze natura ludzka nie zmieniła się tak bardzo przez stulecia. Dowodem na to może być napis jaki piąty Earl Marishal kazał wykuć w swoich komnatach. "THAY HAIF SAID: QUHAT SAY THAY: LAT YAME SAY" w wolnym tłumaczeniu: co mówią inni, mnie nie obchodzi. Napis ten wykuto po tym jak Earl został skrytykowany za przyjęcie w darze od króla dwóch opactw.
Jedyna odrestaurowana sala zamku jest sala jadalna. W dzisiejszych czasach odbywają się tam śluby i przyjęcia. 
 Zamek tak genialnie strategicznie usytuowany i o takim znaczeniu musiał stać się arena wielu krwawych bitew. Od czasów Piktyjskich, przez Wikingow do Cromwella ciągle ktoś go oblegał i o niego włączył. Teraz pozostały już tylko malownicze ruiny, które nadal inspirują, na szczęście już nie do walki ale do sztuki. Przykładowo niektóre sceny z Hamleta (Mel Gibson) były tam kręcone a teraz zamek jest już jedynie atrakcja turystyczna oraz znakomitym tłem do fotografii ślubnych. 

niedziela, 3 lipca 2016

Mości Państwo, oto o turniejach rycerskich bede tu sobie BLAZGONIĆ*



Dwa razy miałam okazje  oglądać współczesną wersje turnieju rycerskiego. Po raz pierwszy w 2014 w Dunfermline, gdzie odbywał się tak zwany Bruce Festival, nazwa pochodzi od Robert the Bruce, którego fani sławnego filmu z Melem Gibsonem z pewnością rozpoznają jako początkowo zdradliwego lecz później oddanego sprawie króla Szkocji. Podczas takich pokazów podziwiać można było nie tylko znakomite umiejętności jazdy konnej ale tez symulowane walki na miecze, czasami pokazy łucznicze, "polowania" z sokolem" a także namioty gdzie wystawiono przedmioty użytku codziennego.
Poniżej zdjęcia z turnieju w Dunfermline 2014.







W tym roku podobny festiwal odbywał się w Linlithgow. Zajrzałam do nich na chwilkę, ale nie zabawiłam tak długo jak dwa lata temu głownie z powodu pogody. Trochę żałuje, ponieważ zawody łucznicze byłoby ciekawie zobaczyć a także ponownie pokaz, no nazwijmy to imieniu tresury sokołów. Dwa lata temu pokaz ten organizowany był przez Strathblane Falconry. Podczas takich pokazów bardzo często oprócz sokołów latają tez sowy a czasami także orły. Jak się ostatnio przekonałam czasami można spotkać się z pokazem z udziałem sępa, o czym pisałam w poście "zasępić się nad losem sępa".




Wracając do turniejów. Ekspertem nie jestem, jednakże w broszurce którą wręczano przy wejściu wyczytałam ze takie turnieje, na terenie Szkocji zaczęły się od tego ze rycerze potrzebowali treningu. W czasach średniowiecznych trening ten przekształcił się w formę rozrywki na dworach królewskich, podczas których rycerze powinni (teoretycznie) przestrzegać kodu rycerskiego. Powinni być lojalni, odważni, hojni, wierzyć w Boga, czytać i pisać wiersze i być wiernymi damie swego serca.... Bez komentarza. Zdjęcia poniżej Linlithgow 2016

 

Zasady turnieju:

Rycerz zdobywał punkty poprzez uderzenie swojego przeciwnika lanca w głowę lub tors. Także poprzez złamanie lancy przeciwnika lub najlepiej poprzez zrzucenie go z siodła.

Rycerz tracił punkty gdy uderzył w konia przeciwnika lub w jego nogi.

Niektóre turnieje oferowały nagrody za największa liczbę rozniesionych w drzazgi lancy, uderzenie przeciwnika w głowę trzy raz lub wywrócenie przeciwnika wraz koniem.

Oczywiście natura ludzka najczęściej brała gore i rycerze oszukiwali w turniejach. Na przykład mieli zbroje na stale przymocowane do siodła dzięki czemu nie szlo ich zrzucić z konia. Bardzo często tez używali turniejów jako pretekstu do zamordowania rywala. O wierności damie swojego serca wspominać tu nie będę ;)

Oprócz pokazów umiejętności symulowanej walki i jazdy konnej podczas takich pokazów można tez oglądać wioskę średniowieczna. Grupa (zakładam ze jest więcej niż jedna ale ja widziałam tyko ich) która organizuje ten pokaz nazywa się Medieval Realm. Pojawiają się na takich pokazach ze swoim wyposażeniem średniowiecznym, demonstrują jak kiedyś produkowało się ubrania, jak się tkało, jaka muzykę grano itd. W tym roku mieli tez namiot pod tytułem "Polowanie". W tym namiocie były psy rasy Irish Woolfhouds. Bardzo luźne tłumaczenie, pies do polowań na wilki. Są to psy sporej postury aczkolwiek o przyjaznych pyskach. Używano ich jako psów obronnych, jednakże warto tu wspomnieć ze one przywiązują się do człowieka (swego stada) i jego raczej będą bronic niż dobytku.




 Produkcja mieczy i zakładam ubrań rycerskich ogólnie.
 Muzyczna grupa w tym roku w Linlithow.
 Ta sama grupa dwa lata temu w Dunfermline.
 Ta pani naprawdę grała na tym instrumencie.
 Medica, czyli ziołolecznictwo.  Dunfermline 2014
Irlandzkie psy myśliwskie. Naprawdę duże! Moj pierwszy odruch to uściskać, zakładam ze pani na zdjęciu niezbyt chętnie by użyła swe psy do polowań.
  Odpoczynek w słońcu 2014 Dunfermline.
 To moje ulubione zdjęcie z średniowiecznej wioski 2014 Dunfermline. Wyglądają jak żywcem wyjęci z planu filmowego.

*Blazgonic - Pleść i gadać wiele nieuważnym być w mowie gadać ni to ni owo.



Rzym improwizowany cz5 - Forum Romanum i Circus Maximus, ostatni odcinek z serii Rzym


 Forum Romanum,

Najstarszy plac miejski w Rzymie. Kiedyś podobno teren podmokły następnie skrupulatnie osuszony by stać się centrum życia miasta, czyli najstarszym placem miejskim w Rzymie. Mieści się tam sporo ciekawym miejsc do zobaczenia, co mnie osobiście rzuciło się w oczy to luki triumfalne jeden wzniesiony dla Severusa Septimusa po powrocie z wojen Kaledońskich. Severusa już wcześniej wspomniałam, jego syn Karakalla zafundował Rzymowi kompleks łaźni. Drugi luk triumfalny to ten poświęcony Titusowi który z wojen Żydowskich spłacił budowę Koloseum.





 Poniżej zdjęcie z bazyliki Santa Maria Antiqua, kościół ten wzniesiono po tym jak Belisarius odebrał Rzym Gotom. Wewnątrz znajduje sie bodajże najstarsze malowidło tego typu przedstawiające Marie jako królowa niebios z Jezusem na reku.


Tu porada dla udających się na zwiedzanie Forum Romanum, weźcie ze sobą wodę! A jak nie wodę  to chociaż pusta butelkę bo na terenie Forum Romanum są dwa źródła gdzie można butelkę napełnić woda lub w ostateczności napić się z garstki. Co tez uczyniłam. Jeden pan przede mną w kolejce cala głowę pod kranik wsadził, jakże mu zazdrościłam. Sama nie mam na tyle odwagi by z mokra głową (nie wiedząc jak i w którym kierunku mi włosy wyschną) paradować potem po Rzymie.

Tuz przy Forum Romanum znajduje się Wzgórze Palatynu, miejsce gdzie według legendy wilczyca odchowała Romulusa i Remusa. Podobno, tak usłyszałam w jednym z programów historycznych, słowo wilczyca i hmmm kobieta lekkich obyczajów brzmią po starorzymsku niemal identycznie. Co sugerować może ze to po prostu dobra dusza parająca sie najstarszym zawodem świata odchowała porzucone bliźniaki. Następnie zaopiekował się nimi pasterz o imieniu Faustulus wraz z zona Acca. Najnowsze badania wykazuja ze Palantine Hill bylo zmaieszkale od 1000 r p. n. e. A jego nazwa pochodzi od imienia Pales bogini pasterzy.
 


 Circus Maximus,


Za wiele z niego nie zostało, takie ot sobie trawiaste (owalne) boisko z ruinka na końcu. Naprawdę nic imponującego i byłabym ten zabytek przegapiła całkiem gdyby nie fakt ze, niemal dosłownie, na niego wpadłam. Circus Maximus lezy praktycznie usytuowany zaraz pod Palatynem i niedaleko od Łaźni Karakalli.
 

Circus Maximus był, chociaż trudno w to uwierzyć sądząc po tym co się z niego ostało do dnia dzisiejszego, największą atrakcja Rzymu. Większą niż Koloseum. Czemu się dziwić? Do tej pory wyścigi konne stanowią dla nas rozrywkę a wyścigi rydwanów w Starożytnym Rzymie były rozrywka ekstremalna. Podczas największych igrzysk poświęconych czci Jupitera organizatorzy igrzysk podsycali atmosferę poprzez rzucanie w tłum torebek zawierających upominki od drobnych po prezenty takie jak nowa willa czy jacht!

Otwarto go w 6 w p.n.e ale dopiero za czasów Juliusza Cezara przybrał swój charakterystyczny kształt. Największa rozrywkę dla tłumu stanowiły obchody ku czci Jupitera. 15 dni we wrześniu.
Jako stadion Circus maximus bije wszelkie rekordy był bowiem cztery razy większy od największego stadionu naszych czasów. Wyścigi rydwanów możemy porównać do dzisiejszego footballu. Brały w nich cztery drużyny, każda miała swoje barwy i historie. Taki "kierowca" rydwanu zwany wtedy charioter był tak popularny jak dzisiejsza gwiazda popu czy rocka a po szczęśliwym zakończeniu kariery najczęściej przerzucał się na politykę. Zdecydowanie opłacało się zostać charioterem, chociaż ryzyko zawodowe było wielkie, najsławniejszy z nich o imieniu Diocles zakończył swa karierę z suma porównywalną do dzisiejszych 7 milionów euro na koncie.


Pomimo nie wątpliwych plusów kariery chariotera trzeba pamiętać ze wyścigi to była naprawdę krwawa rozrywka. Gdzie wszystkie chwyty były dozwolone. Młodzi ludzie (nie zapominajmy o koniach) ginęli pod kolami rydwanów  lub byli okaleczeni do końca życia. Jednakże nie tylko ryzyko zawodowe stanowiło o niebezpieczeństwie stawania w wyścigach. Imperatorzy tacy jak Vitellus czy wspomniany juz Karakalla, podekscytowani wyścigami potrafili skazać na śmierć cala drużynę której zbyt dobra jazda zagroziła ich ulubionej drużynie w wejściu do finałów. Zakładam ze stad może się brać pierwotny lek przed sukcesem ;)
 


Ostatnie wyścigi rydwanów odbyły się w 549 r n.e, w średniowieczu zmieniono go na fort, po czym zgodnie z tradycja Circus Maximus stal się źródłem materiałów budowlanych. Dzis stanowi miejsce zebrań publicznych oraz koncertów.

O starożytnym Rzymie można by pisać i pisać, bowiem jest to miejsce bogate w historie i opowieści. Miejsce które u zarania swoich dziejów miało bratobójstwo (co chyba weszło władcom starożytnego Rzymu w krew). Miejsce gdzie rządzili genialni stratedzy wojskowi na przemian z szaleńcami. Starożytny Rzym nadal fascynuje i zachwyca.